Colleen Hoover "November 9"

Colleen Hoover "November 9"

Krótki opis książki:
9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…



Myślę, że książki Hoover albo się kocha albo omija szerokim łukiem. Autorka ma rzeszę fanów, którzy zaczytują się w jej romansach ale jest też grupa, która uważa, że to schematyczne, płytkie książki dla nastolatków. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej kategorii, chociaż nastolatką już dawno nie jestem. Jej powieści zawsze mnie pochłaniają, nie mogę się od nich oderwać. Emocje głównych bohaterów sprawiają, że nie jestem w stanie odłożyć tej książki na dłuższą chwilę. I tak też było w przypadku "November 9". 
Ben i Fallon spotykają się 9 listopada, w dość specyficznych okolicznościach. Spędzają ze sobą kilka niezwykłych godzin, które całkowicie zmieniają ich życie. Kiedy muszą się rozstać, obiecują sobie, że za rok spotkają się w tym samym miejscu i o tym samym czasie. Poza tym nie będą się ze sobą w żaden sposób kontaktować. Przez cały rok mają spełniać swoje marzenia i żyć pełnią życia. A Ben ma pisać powieść na podstawie ich historii, obydwoje liczą, że będzie ona miała szczęśliwe zakończenie. Para dotrzymuje słowa, spotykają się co roku, 9 listopada. Ale z roku na rok historia zaczyna się komplikować i coraz mniej wskazuje na to, że ta dwójka będzie razem, nie tylko 9 listopada. Mimo, że obydwoje czują do siebie coś więcej, tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. A kiedy zaczynają się lepiej poznawać, okazuje się, że to może być dla nich największą przeszkodą. Jak skończy się powieść, musicie przekonać się sami. Hoover ma ogromny talent do przedstawiania ludzkich emocji. Zawsze dokładnie opisuje ich wewnętrzne rozterki i uczucia. Narracja prowadzona jest na zmianę przez Fallon i Bena, co daje nam pełen obraz tego, co się między nimi dzieje. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, to lektura na jeden wieczór. 
Jeżeli lubicie romanse, to ten na pewno przypadnie wam do gustu. W trakcie czytania książka przypominała mi inną powieść - "Jeden dzień". Jednak historia okazała się zupełnie inna. Serdecznie Wam polecam, a ja muszę nadrobić inne powieści tej autorki.


Abby Geni "Strażnicy światła"

Abby Geni "Strażnicy światła"

Krótki opis książki:
Miranda jest fotografką natury, która została wysłana na zawodową misję. Jej zadaniem jest robienie zdjęć ukazujących piękno otaczającej przyrody maleńkiej wyspy. Towarzyszy jej jedynie sześciu osobliwych naukowców. Dzień po dniu, Miranda jest świadkiem niewiarygodnych wydarzeń; pogłębia swoje przywiązanie do egzotycznych wysp i… współtowarzyszy. Jednak mimo zażyłości, czuć dziwny niepokój w powietrzu – budzące lęk podejrzenia. Atmosfera robi się coraz gęstsza; słychać szepty o legendzie mówiącej, że miejsce ich zamieszkania zwie się „Wyspami Śmierci”… A z każdym kolejnym aktem przemocy robi się… duszno. I już każdy jest podejrzany o najgorsze.



Zdecydowałam się na zakup tej książki bo zapowiadał się świetny thriller. Grupka ludzi, żyjących na dzikiej wyspie, każdy z nich jest zupełnie inny. Z czasem zaczynają się dziać niepokojące wydarzenia, nikt nie czuje się już bezpiecznie. Zapowiadało się naprawdę dobrze, jednak historia została przedstawiona trochę nudno. Na pewno nie jest to powieść trzymająca w napięciu, w sumie wszystko jest bardzo oczywiste. Poza tym książka przepełniona jest długimi opisami przyrody, za którymi ja nie przepadam. 
Miranda przybywa na wyspę, na której przez najbliższy rok ma fotografować przyrodę. Mieszkający tam naukowcy nie poświęcają jej zbyt wiele uwagi, z resztą ona tego nie oczekuje. Jest typem samotnika, a wszystko przez wydarzenie z dzieciństwa, które Miranda cały czas wspomina. Po jakimś czasie spotyka ją traumatyczne wydarzenie, po którym kobieta całkowicie się zmienia. Ta sytuacja to tylko początek niepokojących zdarzeń na wyspie. Każda kolejna sytuacja sprawia, że jej mieszkańcy stają się podejrzliwi wobec siebie. 
Pomysł na powieść był dobry, jednak samo wykonanie mnie nie urzekło. Myślałam, że będzie się dużo działo i nie będę mogła się oderwać od tej książki. A skończyło się na tym, że musiałam omijać zbyt długie opisy i bardzo długo czekać, aż coś zacznie się dziać. Jeżeli potrzebujecie mocnej książki, trzymającej w napięciu, to na pewno nie polecam wam "Strażników światła". To bardziej melancholijna powieść o tym do czego może doprowadzić trzymanie w sobie zbyt wielu negatywnych emocji.


Benedict Wells "Koniec samotności"

Benedict Wells "Koniec samotności"

Krótki opis książki:
Wydaje się, że jedyne, co łączy rodzeństwo Julesa, Marty'ego i Liz, to tragiczne wydarzenie z przeszłości. Jako dzieci stracili w wypadku ukochanych rodziców i odtąd już zawsze ich życie było naznaczone stratą. Choć wszyscy troje zostali umieszczeni w tym samym domu dziecka, każde z nich poszło swoją drogą. Stopniowo oddalali się od siebie i na lata zerwali ze sobą kontakty. Najmłodszy z trójki, Jules, przed śmiercią rodziców tak pewny siebie, w internacie staje się bojaźliwym i wycofanym w świat marzeń odludkiem. Potrafił zaufać tylko swojej rówieśniczce Alvie, która tak jak on ukrywała przed światem jakieś traumatyczne przeżycia. Kiedy Jules i Alva spotykają się po latach, odkrywają, ile dla siebie znaczą. Mają nadzieję, że wciąż mogą odzyskać stracony czas...




"Koniec samotności" to piękna książka, która przedstawia nam jak wszystko co dzieje się w naszym życiu, zapisuje się gdzieś w środku.

"To wszystko jest jak zasiew. Internat, szkoła, to, co stało się z moimi rodzicami. To wszystko zostało we mnie posiane, ale nie wiem, czym wykiełkuje. Dopiero kiedy dorosnę, nadejdą żniwa, ale wtedy będzie już za późno."



Głównym bohaterem książki jest Jules, który próbuje się odnaleźć po ciężkich wydarzeniach. Kiedy trafia do internatu po śmierci rodziców, nie czuje wsparcia w swoim rodzeństwie. Chłopiec oddala się od wszystkich, żyje w świecie marzeń. Jedyną osobą, która się z nim zaprzyjaźnia jest Alva. Więź między nimi staje się coraz silniejsza, zaczynają spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. Ale ta wyjątkowa przyjaźń szybko się kończy i każdy z nich idzie w swoją stronę. I chociaż mija wiele lat, Jules nie potrafi cieszyć się życiem, ciągle nie dają mu spokoju wydarzenia z przeszłości. Nie potrafi odnaleźć swojej drogi w życiu, czuje, że czegoś mu brakuje. 

"Tak, ale bycie z kimś przypadkowym to nie jest antidotum na samotność. Antidotum na samotność to poczucie bezpieczeństwa."

Po latach Jules i Alva znowu się spotykają, czują się jakby nigdy się nie rozstali. W dalszym ciągu bardzo dobrze się rozumieją i wiele dla siebie znaczą. Ale czy będzie dane im w końcu być ze sobą? Poza historią Jules'a i Alvy, możemy również śledzić losy Liz i Marty'ego. Czy relacja między rodzeństwem odbuduje się?
"Koniec samotności" to nie jest lekka książka, którą szybko się czyta. Ta historia jest pełna bólu, żalu i przemyśleń. Ale to piękna historia o poszukiwaniu własnego szczęścia oraz o tym jak ciężko poradzić sobie ze stratą. Mimo to, nie jest to typowy wyciskacz łez, a książka, o której nie będziecie mogli przestać myśleć. Pozwoli wam zatrzymać się na chwilę i docenić to co posiadamy. Na pewno nie raz da wam do myślenia, a wiele cytatów zapamiętacie na długo. Polecam!



Magdalena Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli"

Magdalena Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli"

 Krótki opis książki:

Mała przytulna pracownia, w której oknach zawsze stoją kwiaty, to miejsce pełne czarów. Można tam przymierzyć szczęście, przynajmniej tak brzmi jej slogan reklamowy. To tutaj, na ulicy Przytulnej 26, Pelagia, krawcowa, prowadziła przed wieloma laty pracownię krawiecką. Po jej śmierci to właśnie tu jej wnuk, Florian, postanowił otworzyć kwiaciarnię. Miejsce to dzieli z matką, Grażyną, ekscentryczną artystką. Otaczają ich przypadkowi ludzie, którzy z czasem stają się przyjaciółmi. Wielu z nich układa swoje życie na nowo.

Siła tkwiąca w rodzinie, babce, matce i wnuku jest bardzo duża. Każde z nich ma w sobie pierwiastek dobrych myśli, każde z nich ma piękną moc, by obdarowywać nimi innych.
Pomimo tego, że Pelagia dawno temu odeszła, w przytulnej pracowni nadal zszywane są ludzkie losy. Tworzą wspaniały patchwork, nową całość, z pozornie niepasujących do siebie kawałków, tkanych nicią dobrych myśli.




Magdalena Witkiewicz to zdecydowanie moja ulubiona polska autorka. Jeszcze żadna z jej książek mnie nie zawiodła i tak też było tym razem. "Pracowania dobrych myśli" to lekka i przyjemna opowieść o osobach zamieszkujących kamienicę przy ul. Przytulnej 26. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i swoje tajemnice, jednak wszystkich łączy przyjaźń. Mimo różnicy pokoleń, cała społeczność wspiera się i pomaga sobie w trudnych chwilach. Aż miło byłoby mieszkać w takiej kamienicy, gdzie nie ma chwili na smutek bo zaraz z pomocą przychodzą przyjaciele. Florian otwiera kwiaciarnię w byłej pracowni swojej nieżyjącej babci. Pelagia szyła, dając w ten sposób szczęście swoim klientom, ludzie twierdzili, że było to magiczne miejsce. Teraz Florian tworząc piękne bukiety i wianki wprowadza pozytywne myśli w życie swoich najbliższych i nie tylko. W swoją pracę wkłada całe swoje serce by każdy klient był zadowolony. Każdy z mieszkańców kamienicy przy ul. Przytulnej poszukuje swojego własnego szczęścia i zawsze może liczyć na wsparcie ze strony innych lokatorów. Pracownia Floriana staje się miejscem spotkań całej społeczności. Wspólnie spędzają czas i rozwiązują problemy. Każdy z bohaterów ma wyjątkową osobowość, a razem tworzą bardzo interesującą mieszankę. Pewnie nie jest to książka, która was zaskoczy, ale w swojej prostocie jest bardzo urzekająca. Jest to opowieść o codziennym życiu, przedstawiona w bardzo lekki i przyjemny sposób. Jak zawsze książka przepełniona jest humorem i ciepłymi emocjami, serdecznie Wam polecam! Magdalena Witkiewicz nie zawodzi! :)



Tarryn Fisher "BAD MOMMY zła mama"

Tarryn Fisher "BAD MOMMY zła mama"

Krótki opis książki:
Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą, wspólnie wychowują kilkuletnią Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się nieodłączną przyjaciółką Jolene. Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – dom wypełnia identycznymi rzeczami jak u przyjaciółki, kupuje te same ubrania, a jej Instagram zawiera zdjęcia Dariusa...



Tarryn Fisher potrafi nieźle namieszać w głowach swoich czytelników. Tak naprawdę nigdy nie można przewidzieć co nas czeka na kolejnej stronie. I za to uwielbiam jej książki bo ta autorka tworzy zaskakujące historie, które absolutnie wciągają. Po "Margo" zostałam wielką fanką Tarryn Fisher, a "Bad Mommy" mnie w tym umocniło.
Jolene i Darius Avery są małżeństwem od kilku lat, mają małą córeczkę Mercy, wydaje się, że w ich życiu niczego nie brakuje. Mają piękny dom, pracę i wielu przyjaciół. Do tego grona dołącza Fig Coxbury, która wprowadza się do domu obok rodziny Avery. Fig bardzo zależy żeby Jolene i Darius ją polubili. Ale najbardziej jej zależy żeby być z Mercy. Sama straciła dziecko kilka lat wcześniej i wydaje jej się, że Mercy się jej należy. Fig szybko zdobywa sympatię Jolene, zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu i zaprzyjaźniają się. Ale Mercy to nie jedyne czego pragnie Fig. Ona chce żyć jak Jolene, chce mieć jej dom, jej wygląd, jej męża. Jej zainteresowanie rodziną Avery zamienia się w obsesje, która z czasem może stać się niebezpieczna. 
Bardzo podobało mi się to, że książka została podzielona na trzy części. Poznajemy historię z perspektywy Fig, Dariusa i Jolene. Każdy z tych stron wnosi coś nowego do całokształtu historii. Każdy z nich ma swoje problemy i swoje grzechy na sumieniu. Tarryn Fisher stworzyła trójkę fascynujących bohaterów, którzy mają swoje mroczne strony. Wydaje nam się, że już dużo o nich wiemy, a za chwilę dzieje się coś, co pokazuje, że wcale ich nie poznaliśmy. I to właśnie sprawia, że książka jest momentami przerażająca. Aż strach pomyśleć jak w wielu sytuacjach pozory potrafią mylić. Jak często oceniamy kogoś, a tak naprawdę nic o nim nie wiemy. Czy wokół nas może żyć ktoś taki jak Fig, Jolene czy Darius? Zakończenie książki również mnie zaskoczyło, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Ale było to bardzo pozytywne zaskoczenie. Musicie koniecznie przeczytać "Bad mommy", to naprawdę dobra, psychologiczna książka. Przekonajcie się samo co się wydarzyło pomiędzy Fig, Jolene i Dariusem.



Za egzemplarz dziękuję:



W. Bruce Cameron "Był sobie pies"

W. Bruce Cameron "Był sobie pies"

Krótki opis książki:

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć.

Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!


Ta książka długo czekała na swoją kolej. Ale w ostatnim okresie niezbyt wiele czasu poświęcam na czytanie, więc postanowiłam sięgnąć po jakąś lekką lekturę. I to był strzał w dziesiątkę! Nie wiem czy moja opinia będzie obiektywna, ponieważ ja po prostu uwielbiam psy. Od dziecka w moim życiu obecny był czworonożny przyjaciel i tak jest do dnia dzisiejszego. Najpierw jeden pies, a po jego odejściu trzeba było zapełnić pustkę kolejnym, który jest z nami cały czas. To on zawsze czeka pod drzwiami albo na podwórku żeby potem skakać z radości na widok bliskich osób. Dlatego ta książka zachwyciła mnie od samego początku i na pewno zapamiętam ją na długo. Chwilami książkowy piesek bardzo przypominał mi mojego, a dzięki tej książce można spojrzeć na świat z pieskiej perspektywy. 
"Był dobie pies" to historia jednego psa, który odradza się w różnych wcieleniach i to on jest narratorem w tej książce. W każdym swoim życiu, ma poczucie, że musi spełnić jakąś misje na ziemi i stara się być jak najczęściej "grzecznym pieskiem". Niesamowite jest to jakim uczuciem darzy swoich opiekunów i jak bardzo jest im wierny. Jestem zauroczona tym psem i jego bezgraniczną miłością do ludzi. Taki pies jak Bailey to zdecydowanie najlepszy przyjaciel człowieka. Psy doceniają uczucie jakim je obdarzymy i z tego może narodzić się najpiękniejsza przyjaźń.
Co do samej powieści to w wielu momentach jest bardzo zaskakująca. Te historie wcale nie są przewidywalne. Pieskie życie wcale nie jest takie proste, czworonogi muszą zmagać się z wieloma trudnościami i wiele rzeczy jest dla nich niezrozumiałych. Ale też czerpią ogromną radość ze swojego życia i potrafią się cieszyć z naprawdę małych rzeczy. Momentami książka jest bardzo zabawna, ale można się też przy niej mocno wzruszyć. Czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie, nie sposób się oderwać od tej historii. Zdecydowanie polecam ją każdemu, spodoba się dorosłym i może się nadać do czytania dzieciom. Posiadacze piesków na pewno pokochają tę książkę, ale myślę, że nie tylko bo książka przepełniona jest pozytywnymi emocjami. Przekonajcie się sami!



Remigiusz Mróz "Behawiorysta"

Remigiusz Mróz "Behawiorysta"

 Krótki opis książki:

Zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc, że zabije wychowawców i dzieci. Policja jest bezsilna, a mężczyzna nie przedstawia żadnych żądań. Nikt nie wie, dlaczego wziął zakładników, ani co zamierza osiągnąć. Sytuację komplikuje fakt, że transmisja na żywo z przedszkola pojawia się w internecie.

Służby w akcie desperacji proszą o pomoc Gerarda Edlinga, byłego prokuratora, który został dyscyplinarnie wydalony ze służby. Edling jest specjalistą od kinezyki, działu nauki zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Znany jest nie tylko z ekscentryzmu, ale także z tego, że potrafi rozwiązać każdą sprawę. A przynajmniej dotychczas tak było…

Rozpoczyna się gra między ścigającym a ściganym, w której tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim.



Opis książki to tak naprawdę tylko krótki wstęp do tej historii. Akcja w przedszkolu to tylko przedsmak tego co czeka nas dalej. Zamachowiec jest bardzo dobrze przygotowany, dokładnie wszystko zaplanował i przewidział działania policji. Dlatego ciężko ustalić jaki jest motyw jego działań. Policja jest bezsilna i prosi o pomoc Gerarda Edlinga, który znany jest jako Behawiorysta. Kiedy usłyszał o wydarzeniach w przedszkolu, wiedział, że wkrótce będzie potrzebny. Został on wydalony z prokuratury w atmosferze skandalu, dlatego nie jest zbyt szanowany przez służby biorące udział w śledztwie. Jednak jego wiedza jest niepodważalna, potrafi on wiele wywnioskować z zachowania zamachowca, który wszystkie swoje poczynania relacjonuje w internecie. W swoją grę wciąga "publiczność", która pozornie może decydować o tym kto ma zginąć, a kto ujdzie z życiem. Odpowiedzialność za swoje zabójstwa zrzuca na widzów, którzy mogą głosować i wybrać ofiarę. Zamachowiec dostaje przydomek Kompozytora, ponieważ swoje działania nazywa koncertem krwi. Jest bardzo brutalny, bez skrupułów zabija, nawet dzieci. Edling próbuje przewidzieć jego zachowanie, jednak chwila nieuwagi sprawia, że zostaje wciągnięty w grę Kompozytora i wtedy sam musi zawalczyć o swoje życie. Służby muszą same przewidzieć co planuje Kompozytor i gdzie teraz uderzy. Próbują odkryć jaki jest motyw jego działań, uśpić jego czujność i złapać w pułapkę. Ale morderca jest czujny i również potrafi przewidzieć co może się wydarzyć. Moim zdaniem bardzo dobra książka, trzymająca w napięciu, pełna wielu nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Czytelnik nie jest w stanie przewidzieć co się wydarzy, do czego jeszcze jest zdolny Kompozytor. Bardzo dobrze skonstruowany thriller, z ciekawym zakończeniem. Serdecznie polecam wszystkim fanom mocnych wrażeń!


Armando Lucas Correa "Niemka"

Armando Lucas Correa "Niemka"

Krótki opis książki:

Co łączy nastolatkę z współczesnego Nowego Jorku z rówieśniczką z Berlina sprzed siedemdziesięciu lat? Wszystko i nic. Łączy je cudownie ulotna symetria losu; podobne matki, dramatyczne podróże, i Kuba, na którą prowadzą wszystkie drogi.

Berlin 1939. Dwunastoletnia Hanna ucieka przed koszmarem rzeczywistości – najpierw w wymyślony świat, gdzie wszystko jest zabawą, potem, wraz z rodzicami, wsiada na pokład statku wiozącego uciekinierów na Kubę. Zaczyna się podróż, która zdefiniuje całe jej życie, nada mu sens, wyznaczy granice.
Nowy Jork, 2014. Dwunastoletnia Anna opiekuje się depresyjną matką i żyje w świecie marzeń. Rozmawia w wyobraźni z ojcem, który zginął, zanim się urodziła. Z szarej codzienności wytrąca je tajemnicza przesyłka z Kuby od nieznanej krewnej. Wyruszają w podróż, by poznać przeszłość rodziny.
Dwie małe dziewczynki, dwa światy, dwa zaczynające się życia. A może tak naprawdę to jedna i ta sama dziewczynka, jedno życie, jeden świat?


"Niemka" to książka, którą zdecydowanie mogę wam polecić. Jest to przepiękna historia o poszukiwaniu samego siebie, o tym jak każda decyzja wpływa na nasze dalsze życie. Książka przepełniona jest emocjami, które na pewno poruszą każdego czytelnika. Wyobraźcie sobie, że w waszym mieście robi się niebezpiecznie, nie możecie nawet normalnie iść do sklepu. Wszędzie grozi wam niebezpieczeństwo, jedynym ratunkiem jest ucieczka jak najdalej od tego miejsca. Ale to miejsce to przecież wasz dom, tu się wychowaliście i macie wiele wspomnień. Musicie to wszystko zostawić i wybrać się w podróż na zupełnie inny kontynent, to wasza jedyna nadzieja na normalne życie. Ale tamtejsi mieszkańcy nie są zadowoleni z waszego przybycia, wcale na was nie czekali. W takiej sytuacji chyba każdy straciłby poczucie bezpieczeństwa. Zostajemy wrzuceni na głęboką wodę, pozbawieni swojej tożsamości i wszystkiego co było nam bliskie. Tak właśnie czuli się pasażerowie statku "St.Louis", którzy uciekali z Europy na Kubę. Autor dokładnie opisuje ich rozterki, wahania, ale i ciągłą nadzieję, że już niedługo będą bezpieczni. Ta część książki to historia Hanny. W powieści przeplata się ona z historią Anny, dziewczynki, której największym marzeniem jest porozmawiać ze swoim ojcem. I chociaż wie, że jest to niemożliwe, wciąż nie może się z tym pogodzić. Jedynie poznanie przeszłości swojej rodziny może pomóc jej zaakceptować zaistniałą sytuację. Dlatego wybiera się na Kubę aby się przekonać skąd pochodzą jej korzenie. Do czego ją to doprowadzi i co odkryje? Przekonajcie się sami!
"Niemka" to wzruszająca historia, która na pewno was poruszy! Wiele wątków w książce jest opartych na prawdziwych wydarzeniach, przez co ta powieść może być bardzo autentyczna. Przy czytaniu, samo nasuwało mi się na myśl, jak wielkie mamy szczęście będąc wolnymi ludźmi. I jak wielkie poczucie bezpieczeństwa może dać nam dom i rodzina.



Za książkę dziękuje wydawnictwu:


JP Delaney "Lokatorka" - przedpremierowo!

JP Delaney "Lokatorka" - przedpremierowo!

Krótki opis książki:

Idealne mieszkanie. Wymarzona lokatorka. Doskonała zbrodnia.


Emma już nie mieszka przy Folgate Street 1, na jej miejsce wprowadza się Jane. Obie lokatorki, obecna i była, są do siebie bardzo podobne: kolor włosów, rysy twarzy, pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Kobiety łączy coś jeszcze – enigmatyczna więź z właścicielem apartamentu. Jednak po pewnym czasie obok pożądania pojawia się niepewność i niepokój. Co różni Emmę i Jane? Emma już nie żyje, Jane jeszcze tak.


Ten krótki opis zapowiada nam bardzo intrygującą historię, od której nie będzie można się oderwać. I rzeczywiście tak jest, "Lokatorka" jest dopracowana w każdym calu, czytając ją cały czas myślałam, że ta książka jest perfekcyjna. Historia mocno trzyma w napięciu, nie można jej odłożyć bez zastanawiania się "co będzie dalej"? 
Mieszkanie przy Folgate Street 1 to nie jest zwykły dom do wynajęcia, nie każdy może tam zamieszkać. Z pozoru wydaje się to idealne miejsce do życia, nowoczesny budynek, zaprojektowany przez sławnego architekta, pełen technologii i na dodatek w dobrej cenie. Kto nie chciałby zamieszkać w domu, który zna nas lepiej niż my sami. Dopasowuje temperaturę wody do naszych wymagań, oświetlenie pomieszczeń do pogody i wiele innych udogodnień o których moglibyśmy tylko marzyć. Jednak nie każdy może wynająć ten dom. Żeby tam zamieszkać trzeba spełnić wiele wymagań właściciela, a zarazem architekta tego miejsca. Należy dobrze wypaść wypełniając szczegółowy test psychologiczny, podczas spotkania z właścicielem oraz zobowiązać się do przestrzegania wielu reguł, które wprowadzają ogromny porządek w mieszkaniu. To nie lokator urządza dom, ale dom zaczyna uczyć lokatora ładu i samodyscypliny. Zdecydowalibyście się zamieszkać przy Folgate Street 1? 
Jane udało się spełnić wszelkie wymagania, jest gotowa do przestrzegania reguł i wprowadza się do nowego domu. Przed nią mieszkała tam Emma, która fizycznie była bardzo do niej podobna. Ale nie tylko wygląd je łączył, obydwie lokatorki mają za sobą traumatyczne przeżycia, które bardzo je zmieniły. Jane liczy, że w nowym domu wróci do normalnego życia i zapomni o wydarzeniach z przeszłości. Odkrywa jednak, że Emma nie wyprowadziła się z tego domu, tylko tragicznie zginęła. Sprawa zaczyna ją bardzo intrygować dlatego Jane chce odkryć co naprawdę wydarzyło się przy Folgate Street 1. 
I na tym zakończę zdradzanie fabuły, żeby nikomu nie psuć czytania. Polecam wam tę książkę z całego serca bo jest po prostu perfekcyjna. Dawno nie czytałam tak intrygującego thrillera. Dobrze wykreowani bohaterowie, stopniowo budowane napięcie, książka od której nie można się oderwać. Krótkie rozdziały zachęcają żeby sięgać po kolejny, akcja z przeszłości przeplata się z teraźniejszością. Sami dążymy do rozwiązania zagadki, jaką tajemnicę kryje ten dom.

14 czerwca - premiera "Lokatorki", pamiętajcie!



Dziękuję!



Remigiusz Mróz "Rewizja"

Remigiusz Mróz "Rewizja"

Krótki opis książki:
Żona i córka robotnika z Ursynowa giną tragicznie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ich polisa na życie jest tak duża, że towarzystwo ubezpieczeniowe nie spieszy się z jej wypłaceniem. Pogrążony w żałobie mężczyzna spodziewa się problemów, ale to, co go spotyka, przechodzi jego najśmielsze obawy...

Ubezpieczyciel odmawia wypłaty, twierdząc, że to robotnik zamordował rodzinę. Zaraz potem prokuratura stawia mu zarzuty, a on rozpoczyna walkę o uniewinnienie i własny honor. Pomaga mu prawniczka, która niedawno pogrzebała całą swoją karierę.




"Rewizja" to trzeci tom serii z Chyłką i Zordonem. I tak jak poprzednie, zaskakuje na każdym kroku i to już od samego początku. W tej części autor porusza również problem mniejszości narodowych oraz stereotypowego myślenia na ich temat. 
Drogi głównych bohaterów rozchodzą się po poprzedniej sprawie. Oryński zostaje w kancelarii, a Chyłka próbuje się odnaleźć poza nią. Niestety nie najlepiej jej to wychodzi i przysparza sobie coraz więcej problemów. Dostaje sprawę, dzięki której ma okazje odbić się od dna. Ma bronić Cygana, który jest oskarżony o brutalne zabójstwo żony i córki. Sprawa jest trudna, brakuje dowodów świadczących o niewinności klienta, a w grę wchodzi jeszcze polisa warta milion złotych. Czy Chyłka zmagająca się z własnymi problemami będzie w stanie znaleźć coś co oczyści Cygana z zarzutów? Firma ubezpieczeniowa nie chce wypłacić polisy, są zrobić w stanie bardzo dużo żeby do tego nie dopuścić. O ich interesy dba kancelaria Żelazny&McVay. Zordon i Chyłka stają po dwóch różnych stronach sali sądowej. Oryński ze swoim nowym patronem, bronią ubezpieczyciela, który chce zostawić milion złotych w kieszeni. Jednak sprawa nie jest wcale taka oczywista, wszystko wskazuje na to, że ma podwójne dno. Zordon orientuje się, że jego klient też nie jest w porządku. Będzie miał wiele wątpliwości czy pozostać lojalnym wobec pracodawcy, czy odpuścić sprawę. Komu uda się odkryć co tak naprawdę się wydarzyło i kto stoi za tymi wszystkimi wydarzeniami? Czy Chyłka odzyska pozycję i wróci na prawniczy szczyt? 
Odpowiedzi na te pytania musicie znaleźć sami. Według mnie jest to kolejna część, która nie zawiodła. Pełna dialogów, które uwielbiam i wielu niespodziewanych zwrotów akcji. Nie wiem co ze sobą zrobię jak przeczytam wszystkie książki o Chyłce i Zordonie, mam nadzieję, że Mróz będzie pisał o nich dalej!



Remigiusz Mróz "Zaginięcie"

Remigiusz Mróz "Zaginięcie"

Krótki opis książki:
Trzyletnia dziewczynka znika bez śladu z domku letniskowego bogatych rodziców. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Śledczy nie odnajdują żadnych poszlak świadczących o porwaniu i podejrzewają, że dziecko nie żyje.

Doświadczona prawniczka, Joanna Chyłka, i jej początkujący podopieczny, Kordian Oryński, podejmują się obrony małżeństwa, któremu prokuratura stawia zarzut zabójstwa. Proces ma charakter poszlakowy, mimo to wszystko zdaje się wskazywać na winę rodziców – wszak gdy wyeliminuje się to, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, musi być prawdą…


"Zaginięcie" było niesamowite! Jak dla mnie przebija swoją poprzednią część. Oczywiście zachowany klimat, Chyłka z Zordonem pracują już ze sobą jakiś czas, więc bardzo dobrze się dotarli. Mimo wszystko to ona nadal bardzo dominuje w tym duecie, a on jest jej podporządkowany, chociaż potrafi też postawić na swoim. W tej części przychodzi im bronić rodzinę Szlezyngierów, których córka zaginęła bez śladu. Mimo włączonego alarmu dziecko zniknęło i nikt nie wie co się mogło wydarzyć. Sprawa, którą dostają, wydaje się banalnie prosta, wszystko wskazuje winę ich klientów. Dziecko nie mogło się rozpłynąć, musieli je zabić i ukryć, a potem stworzyć alibi. Ale to nie mogłoby by być tak proste, prawnicy muszą zbadać wiele poszlak zanim dowiedzą się co się wydarzyło. Poszlaki są bardzo intrygujące, pojawia się wiele nowych wątków, które cały czas krążą wokół głównej sprawy - zaginięcia. Oskarżeni mają swoje tajemnice, którymi wcale nie chcą się dzielić. Z pozoru jest to kochające się małżeństwo, stabilne finansowo, niczego im nie brakuje. W trakcie śledztwa wyjdzie wiele spraw, które pokażą, że była to tylko przykrywka. Tylko wciąż brakuje jakiekolwiek dowodu, który mógłby ich obciążyć, tak więc co się wydarzyło naprawdę? Najbardziej w tej książce podobało mi się tempo całej akcji. Ona po prostu nie zwalnia nawet na chwilę. Wydaje się, że sytuacja się stabilizuje, a tu zaraz kolejny zwrot, którego czytelnik się w ogóle nie spodziewał. I chyba właśnie dzięki temu jestem tak zachwycona tą książką. Poza tym między Chyłką a Zordonem coraz bardziej iskrzy, a dzięki temu ich dialogi są jeszcze ostrzejsze i zabawniejsze. Sposób dokonania przestępstwa bardzo zaskakujący i dla mnie przez całą powieść był niejasny. I o to właśnie chodzi, żeby trzymać czytelnika w napięciu do ostatniej kartki, Mrozowi się to zdecydowanie udaje! Nie byłam w stanie się oderwać od tej książki. Nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać "Rewizję".


Copyright © 2016 Czytula - I'm a book lover , Blogger