Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty

JP Delaney "W żywe oczy"

JP Delaney "W żywe oczy"

Po zeszłorocznej furorze jaką zrobiła "Lokatorka", nie miałam wątpliwości, że sięgnę po kolejną książkę JP Delaney. Dobrze pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie tamta książka, więc oczekiwania co do pozycji "W żywe oczy" były ogromne. Nie mogłam się doczekać, aż znowu zagłębie się w styl autora, który potrafi tak wykreować historię, że nie można się od niej oderwać. Przez całą książkę potrafi skutecznie wodzić czytelnika za nos. "W żywe oczy" potwierdziło, że JP Delaney po mistrzowsku tworzy thrillery psychologiczne.
Na dzień dobry, "dostajemy" trupa w pokoju nowojorskiego hotelu. Nie jest to przypadkowe morderstwo, a dokładnie opracowana scena. Żeby rozwiązać zagadkę tego zabójstwa, przenosimy się 5 dni wcześniej. Od teraz naszym narratorem jest Claire, młoda aktorka, która potrafi doskonale wcielać się w role. Aktualnie pracuje jako testerka wierności. Na zlecenia żon, inicjuje spotkania z mężczyznami aby sprawdzić, czy zdradziliby swoje kobiety. Dla Claire, każde z tych zleceń to wyzwanie aktorskie, kreuje rzeczywistość tak aby mężczyzna jej uległ. Poza pracą, dziewczyna zmaga się z wieloma kłopotami. Zalega z czynszem, grozi jej wyrzucenie z mieszkania, a to wiąże się ze stratą miejsca w szkole aktorskiej oraz z powrotem do Wielkiej Brytanii. A Claire nie ma do kogo tam wracać, spaliła za sobą wszystkie mosty. Otrzymuje kolejne zlecenie od bogatej żony, która chce sprawdzić swojego męża. Jednak uprzedza Claire, że ma być ostrożna, to nie będzie proste zadanie. I faktycznie Patrick nie wydaje się zainteresowany zalotami młodej dziewczyny i zostawia ją samą w barze. Ale to dopiero początek ich historii, która nie raz was zaskoczy. 
Wiele dialogów w książce, przedstawionych jest w formie scenariusza. Ale czy te dialogi naprawdę miały miejsce, czy jest to tylko wyobraźnia Claire? Tego do końca nie możemy być pewni.
Właśnie dlatego nic w tej książce nie jest oczywiste. Autor bezbłędnie potrafi zmylić czytelnika. Zachowania Claire są tak różnorodne, że ciężko stwierdzić czy to tylko gra, czy może zaburzenia osobowości. W momencie, kiedy zostało mi już tylko kilka stron książki, nadal do końca nie byłam pewna, co tu się wydarzyło! Tak więc, nie przesadzę, mówiąc, że trzyma w napięciu do samego końca. Uwielbiam takie książki, gdzie akcja jest dobrze skonstruowana, a bohaterowie ciągle zaskakują.
I kiedy wydaje Ci się, że już wiesz o co w tym chodzi, pamiętaj, że Claire jest aktorką i to doskonałą.
Koniecznie sięgnijcie po książkę "W żywe oczy", to będzie emocjonujący wieczór!



Jill Santopolo "Światło, które utraciliśmy"

Jill Santopolo "Światło, które utraciliśmy"



Krótki opis książki:

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.

Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?




Kilka miesięcy temu, wszędzie można było spotkać tę okładkę. Byłam bardzo ciekawa co się za nią kryje i czym się tak wszyscy zachwycają. "Światło, które utraciliśmy" to powieść o miłości oraz o tym jak kształtują nas ludzie, których spotykamy na swojej drodze.
11 września 2001 roku to data która jest znana na całym świecie. Własnie wtedy samoloty uderzyły w wieże WTC, co przewartościowało życie wielu ludzi. I tego dnia poznają się nasi bohaterowie, Lucy i Gabe. Wydarzenia tego dnia wstrząsnęły każdym, a najbardziej ludźmi, którzy mieszkali w Nowym Jorku. Pod wpływem emocji Lucy i Gabe spędzają ze sobą cudowny dzień. Po jakimś czasie znowu się spotykają, zaczyna łączyć ich ogromne uczucie. To ich pierwsza miłość, stają się sobie bardzo bliscy. Wszystko układa się idealnie, do czasu kiedy Gabe postanawia wyjechać. Chce on robić coś dobrego, pokazać światu, że są miejsca, gdzie toczy się wojna i można to zmienić. Ta trudna decyzja zaważyła na tym, że ich związek się kończy. Obydwoje mocno to przeżywają, ale życie toczy się dalej i muszą spróbować się w tym odnaleźć. 
Jednak nigdy o sobie nie zapominają bo nie da się wykreślić z serca tak głębokiego uczucia.
"Światło, które utraciliśmy" jest to powieść przepełniona emocjami i daje do myślenia, jak nasze decyzje mogą wpływać na resztę życia. Narracje prowadzi Lucy, wygląda to jak list, który pisze do Gabe'a. Czyta się to bardzo przyjemnie, Lucy bardzo dojrzale mówi o swoim życiu i uczuciach. Książka jest prosta, spokojna, ale w Lucy kłębi się tyle emocji, że nie sposób się oderwać. Jest to historia ogromnej miłości, która pozostaje w sercu do końca życia. Ich związek będzie miał wpływ na ich dalsze losy. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, na pewno nie jest to napisane według schematu romansu, jaki już znacie. Myślę, że bardzo urzekła mnie ta książka bo znalazłam w niej cząstkę siebie i długo jej nie zapomnę.


Colleen Hoover "Confess"

Colleen Hoover "Confess"

Krótki opis książki:
Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...



Jestem wielką fanką Colleen Hoover i jej twórczości, zawsze z przyjemnością sięgam po jej książki. Powieści są przyjemne i pełne emocji, nie sposób się oderwać. Jednak przy tej książce było trochę inaczej. Początkowo nie mogłam wczuć się w jej klimat i bardzo ciężko mi się ją czytało. Z resztą zajęła mi o wiele więcej czasu niż poprzednie książki tej autorki. Jednak z czasem przekonałam się do niej i bardzo byłam ciekawa zakończenia.
Skąd wynikał mój początkowy dystans? Myślę, że to dlatego, że tym razem główni bohaterowie są po dużych przejściach. Są przepełnieni smutkiem, ale obydwoje próbują sobie z tym radzić. Auburn jako nastolatka straciła miłość swojego życia. Jako dorosła kobieta wciąż nie może się z tym pogodzić, ale stara się żyć normalnie. Ma swój cel i jest w stanie zrobić wszystko żeby go osiągnąć. Owen jest artystą, maluje obrazy na podstawie anonimowych wyznań, które pozostawiają mu ludzie. Niektóre wyznania były dla mnie naprawdę przerażające, a na dodatek autorka zaznaczyła, że wszystkie są prawdziwe. I myślę, że to jest najbardziej wstrząsające, jak wiele uczuć w sobie skrywamy. Owen przedstawia te wyznania na płótnie i raz w miesiącu otwiera swoją galerię. Kiedy potrzebuje pomocy przy sprzedaży swoich obrazów na jego drodze staje Auburn, która rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Dziewczyna nie wie, że spotykają się po raz drugi, ale Owen bardzo dobrze ją pamięta. I nie może uwierzyć, że ponownie spotyka dziewczynę. W jakich okolicznościach spotkali się kiedyś? Tego nie mogę wam zdradzić, a autorka trzyma nas w niepewności do ostatnich stron. Auburn i Owen od razu czują się przy sobie swobodnie, chociaż obydwoje są bardzo skryci. Mają swoje sekrety, które stoją na przeszkodzie ich dalszej znajomości. Owen uznaje nawet, że lepiej będzie jak więcej się nie spotkają.
Jak zwykle Hoover genialnie manipuluje emocjami czytelnika. Momentami ogromnie irytowało mnie postępowanie bohaterów, a za chwile próbowałam zrozumieć ich decyzje. "Confess" nie jest lekką młodzieżówką o której szybko się zapomina. Sprawdźcie koniecznie :)


Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Autor: Abbi Waxman
Tytuł: Ogród małych kroków
Wydawnictwo: Otwarte


Dawno nie widziałam tak przepięknej okładki, nie można od niej oderwać oczu, a zdjęcia z tą książką wychodzą fantastycznie! Dlatego nie mogłam przejść obojętnie koło takiego wydania, musiałam sprawdzić, czy wnętrze jest równie piękne. 
Początkowo nie mogłam się wczuć w styl pisania Abbi Waxman, jednak już po kilku rozdziałach to uczucie minęło. Historia jest lekka, pełna humoru i jest to miła lektura na jesienne wieczory. Faktycznie jest kwitnąca optymizmem, mimo smutnej przeszłości głównej bohaterki, daje nadzieję na to, że czas leczy rany. Lily straciła męża w wypadku samochodowym, mijają trzy lata od tego wydarzenia, kobieta wychodzi już na prostą i dobrze sobie radzi. Jednak w głębi serca, cały czas tęskni za swoim mężem. Pracuje w wydawnictwie jako ilustratorka, wychowuje dwie córki i często spędza czas ze swoją siostrą, która szuka idealnego kandydata na swojego partnera. W ramach nowego projektu w pracy, zostaje wysłana na kurs ogrodnictwa aby zapoznać się z prowadzeniem domowego ogródka. Ma jej to pomóc przy ilustrowaniu poradnika ogrodniczego. Lily chętnie wybiera się na kurs i zabiera ze sobą córki i siostrę. Nie zdaje sobie sprawy, że sobotnie przedpołudnia tak odmienią jej życie. Kurs da jej dużo więcej niż wiedzę na temat pielęgnacji roślin. Lily pozna wiele cudownych osób, które pomogą jej się zmierzyć z przykrymi wydarzeniami z przeszłości. Mimo, że są to ludzie w różnym wieku o skrajnych poglądach, na kursie zrodzą się wieloletnie przyjaźnie.
Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę. Trudny temat, jakim jest radzenie sobie ze stratą kogoś bliskiego, połączone z pielęgnacją roślin w ogrodzie. Każdy rozdział rozpoczyna się poradami na temat danej rośliny, po takim poradniku, nawet ja mogłabym zacząć sadzić roślinki. Podczas czytania, nie raz pojawił się uśmiech na mojej twarzy, przyjemna lektura z którą można się relaksować. Myślę, że mógłby powstać całkiem zabawny film na podstawie tej historii. Piękna okładka i cudowne wnętrze, sprawdźcie sami :)




Colleen Hoover "November 9"

Colleen Hoover "November 9"

Krótki opis książki:
9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…



Myślę, że książki Hoover albo się kocha albo omija szerokim łukiem. Autorka ma rzeszę fanów, którzy zaczytują się w jej romansach ale jest też grupa, która uważa, że to schematyczne, płytkie książki dla nastolatków. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej kategorii, chociaż nastolatką już dawno nie jestem. Jej powieści zawsze mnie pochłaniają, nie mogę się od nich oderwać. Emocje głównych bohaterów sprawiają, że nie jestem w stanie odłożyć tej książki na dłuższą chwilę. I tak też było w przypadku "November 9". 
Ben i Fallon spotykają się 9 listopada, w dość specyficznych okolicznościach. Spędzają ze sobą kilka niezwykłych godzin, które całkowicie zmieniają ich życie. Kiedy muszą się rozstać, obiecują sobie, że za rok spotkają się w tym samym miejscu i o tym samym czasie. Poza tym nie będą się ze sobą w żaden sposób kontaktować. Przez cały rok mają spełniać swoje marzenia i żyć pełnią życia. A Ben ma pisać powieść na podstawie ich historii, obydwoje liczą, że będzie ona miała szczęśliwe zakończenie. Para dotrzymuje słowa, spotykają się co roku, 9 listopada. Ale z roku na rok historia zaczyna się komplikować i coraz mniej wskazuje na to, że ta dwójka będzie razem, nie tylko 9 listopada. Mimo, że obydwoje czują do siebie coś więcej, tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. A kiedy zaczynają się lepiej poznawać, okazuje się, że to może być dla nich największą przeszkodą. Jak skończy się powieść, musicie przekonać się sami. Hoover ma ogromny talent do przedstawiania ludzkich emocji. Zawsze dokładnie opisuje ich wewnętrzne rozterki i uczucia. Narracja prowadzona jest na zmianę przez Fallon i Bena, co daje nam pełen obraz tego, co się między nimi dzieje. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, to lektura na jeden wieczór. 
Jeżeli lubicie romanse, to ten na pewno przypadnie wam do gustu. W trakcie czytania książka przypominała mi inną powieść - "Jeden dzień". Jednak historia okazała się zupełnie inna. Serdecznie Wam polecam, a ja muszę nadrobić inne powieści tej autorki.


JP Delaney "Lokatorka" - przedpremierowo!

JP Delaney "Lokatorka" - przedpremierowo!

Krótki opis książki:

Idealne mieszkanie. Wymarzona lokatorka. Doskonała zbrodnia.


Emma już nie mieszka przy Folgate Street 1, na jej miejsce wprowadza się Jane. Obie lokatorki, obecna i była, są do siebie bardzo podobne: kolor włosów, rysy twarzy, pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Kobiety łączy coś jeszcze – enigmatyczna więź z właścicielem apartamentu. Jednak po pewnym czasie obok pożądania pojawia się niepewność i niepokój. Co różni Emmę i Jane? Emma już nie żyje, Jane jeszcze tak.


Ten krótki opis zapowiada nam bardzo intrygującą historię, od której nie będzie można się oderwać. I rzeczywiście tak jest, "Lokatorka" jest dopracowana w każdym calu, czytając ją cały czas myślałam, że ta książka jest perfekcyjna. Historia mocno trzyma w napięciu, nie można jej odłożyć bez zastanawiania się "co będzie dalej"? 
Mieszkanie przy Folgate Street 1 to nie jest zwykły dom do wynajęcia, nie każdy może tam zamieszkać. Z pozoru wydaje się to idealne miejsce do życia, nowoczesny budynek, zaprojektowany przez sławnego architekta, pełen technologii i na dodatek w dobrej cenie. Kto nie chciałby zamieszkać w domu, który zna nas lepiej niż my sami. Dopasowuje temperaturę wody do naszych wymagań, oświetlenie pomieszczeń do pogody i wiele innych udogodnień o których moglibyśmy tylko marzyć. Jednak nie każdy może wynająć ten dom. Żeby tam zamieszkać trzeba spełnić wiele wymagań właściciela, a zarazem architekta tego miejsca. Należy dobrze wypaść wypełniając szczegółowy test psychologiczny, podczas spotkania z właścicielem oraz zobowiązać się do przestrzegania wielu reguł, które wprowadzają ogromny porządek w mieszkaniu. To nie lokator urządza dom, ale dom zaczyna uczyć lokatora ładu i samodyscypliny. Zdecydowalibyście się zamieszkać przy Folgate Street 1? 
Jane udało się spełnić wszelkie wymagania, jest gotowa do przestrzegania reguł i wprowadza się do nowego domu. Przed nią mieszkała tam Emma, która fizycznie była bardzo do niej podobna. Ale nie tylko wygląd je łączył, obydwie lokatorki mają za sobą traumatyczne przeżycia, które bardzo je zmieniły. Jane liczy, że w nowym domu wróci do normalnego życia i zapomni o wydarzeniach z przeszłości. Odkrywa jednak, że Emma nie wyprowadziła się z tego domu, tylko tragicznie zginęła. Sprawa zaczyna ją bardzo intrygować dlatego Jane chce odkryć co naprawdę wydarzyło się przy Folgate Street 1. 
I na tym zakończę zdradzanie fabuły, żeby nikomu nie psuć czytania. Polecam wam tę książkę z całego serca bo jest po prostu perfekcyjna. Dawno nie czytałam tak intrygującego thrillera. Dobrze wykreowani bohaterowie, stopniowo budowane napięcie, książka od której nie można się oderwać. Krótkie rozdziały zachęcają żeby sięgać po kolejny, akcja z przeszłości przeplata się z teraźniejszością. Sami dążymy do rozwiązania zagadki, jaką tajemnicę kryje ten dom.

14 czerwca - premiera "Lokatorki", pamiętajcie!



Dziękuję!



Colleen Hoover "Ugly love"

Colleen Hoover "Ugly love"

Krótki opis książki:

Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera.


Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia. Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać.



Kolejna cudowna książka Colleen Hoover, którą przeczytałam. Powieści tej autorki po prostu się pochłania, czyta się lekko, przyjemnie. A co najważniejsze wzbudza duże emocje i napięcie w trakcie czytania, co nie pozwala się od niej oderwać. Główna bohaterka, Tate wprowadza się do swojego brata Corbina i już na samym początku poznaje Milesa, który niesamowicie się jej podoba. Jednak on nie wydaje się zainteresowany dziewczyną, jest zamknięty w sobie, milczący. Ale to tylko pozory bo tak naprawdę jest zafascynowany Tate. Ze względu na wydarzenia z przeszłości Miles nie chce się z nikim wiązać i w nic angażować. Dlatego z Tate zawierają układ, ich znajomość będzie opierać się tylko na seksie, żadnych nadziei na przyszłość i żadnych rozmów o przeszłości. Jednak czy można tkwić w takim układzie nie raniąc siebie samego? Tate bardzo mocno wierzy, że Miles zmieni zdanie, że ich znajomość może przerodzić się w coś stałego. Łamie obietnice żeby nie robić sobie nadziei na przyszłość i coraz bardziej zakochuje się w Milesie. A co wydarzyło się w przeszłości, że chłopak tak bardzo zamknął się na wszelkie uczucia? Tate wie tylko, że kiedyś była Rachel, ale co się z nią stało i co zrobiła Milesowi to temat którego nie wolno jej poruszać. Autorka książki przeplata nam te wydarzenia. Raz czytamy historię Milesa i Tate, a za chwilkę przenosimy się do czasów, kiedy Miles poznał Rachel. W ten sposób książka jest jeszcze bardziej intrygująca, z jednej strony chcemy wiedzieć co się wydarzy teraz i co takiego działo się kiedyś. Powieść przepełniona jest emocjami i rożnymi obliczami miłości. Czy Tate pozna prawdę na temat Rachel? I czy Miles odważy się znowu przed kimś otworzyć? Przeczytajcie sami bo książka zdecydowanie warta polecenia!





Tarryn Fisher "Mimo moich win"

Tarryn Fisher "Mimo moich win"

Krótki opis książki:
Nie, nie jestem bez winy, ale zanim mnie osądzisz, pozwól, że coś Ci powiem. Pomyśl o mężczyźnie, którego kochasz najbardziej. Pomyśl o każdej wspólnej chwili wypełnionej rozmowami i milczeniem, o lepszych i gorszych dniach, o budzeniu się u jego boku. A teraz wyobraź sobie, że go tracisz. Ktoś wyszarpał, wydarł ukochanego z Twojego życia i zostawił pustkę. Cholernie niesprawiedliwe.
Prawda? Mogłabym odpuścić, zapomnieć, wyjechać… Jednak czy zrobiłabyś to samo, gdyby w grę wchodziło odzyskanie każdego wspólnego dnia z ukochanym? Do tej pory cierpiałam. Teraz postanowiłam zawalczyć, nawet jeśli to oznacza, że inni też będą cierpieć. Bo miłość zawsze boli i nadszedł czas, by przygotować się na rany i blizny. A Ty, mimo moich win, nie potępisz mnie. Widzę, że już się wahasz, patrzysz w stronę ukochanego i myślisz, ile byłabyś w stanie poświęcić, by go odzyskać. 




Na początek powiem, że książkę po protu pochłonęłam w jeden dzień. Czyta się ją niesamowicie szybko, przyjemnie, jest to intrygująca lektura. Ale główni bohaterowie to notoryczni manipulanci i intryganci. No więc po kolei, narratorem historii jest Olivia Kaspen, młoda dziewczyna ze smutną przeszłością. Jej relacja ze zmarłym ojcem była totalnie zaburzona, a matka zmarła na raka. Olivia szybko musiała zacząć radzić sobie sama, może dlatego jest taka zawzięta. Poza tym ma problem aby się przed kimś otworzyć, woli zranić kogoś, zanim ktoś zrobi to jej. Po kilku latach od burzliwego rozstania z facetem spotyka swoją dawną miłość i nie może przejść koło tego obojętnie. Z jednej strony nie chce wracać do tego co było, ale to co nadal czuje, okazuje się silniejsze. Zaczyna niewinną rozmowę z Calebem i wtedy okazuje się, że on stracił pamięć, na skutek wypadku samochodowego ma amnezję. Wtedy nasza główna bohaterka wpada na pomysł żeby zacząć wszystko od nowa, nie mówiąc nic o przeszłości, znowu zbliżyć się do miłości życia. Jednak na drodze do szczęścia staje obecna dziewczyna Caleba, Leah. Książka jest bardzo rozciągnięta w czasie, raz akcja dzieje się w teraźniejszości, kiedy Olivia próbuje odzyskać Caleba, a raz cofamy się w czasie i poznajemy początek ich znajomości. Cała lektura przepełniona jest intrygami i manipulacjami, które tworzą wszyscy główni bohaterowie. W tej książce nic nie jest do końca oczywiste bo nie wiemy jak w danym momencie się zachowają. Już początek związku Olivii i Caleba został oparty na kłamstwie, więc to nie mogło się dobrze skończyć. Jedno małe kłamstwo, ciągnie za sobą kolejne, które stają się coraz poważniejsze. Jeśli lubicie historie pełne cierpienia i kłamstwa to spodoba wam się ta książka bo to nie jest klasyczna książka o miłości. Pewnie z ciekawości, za jakiś czas, sięgnę po kolejne tomy.

Colleen Hoover "Maybe someday"

Colleen Hoover "Maybe someday"

Krótki opis książki:
On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworów brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.

Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.

Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce... 💔


Zachęcona popularnością i dobrymi opiniami na temat tej książki postanowiłam w końcu ją przeczytać. To pierwsza moja powieść tej autorki i zdecydowanie nie ostatnia. Czyta się ją jednym tchem, po prostu nie można się oderwać nawet na chwilę. Świat głównej bohaterki rozpada się w ciągu jednego dnia. Najpierw dowiaduje się, że chłopak zdradza ją z najlepszą przyjaciółką, traci pracę, dach nad głową, a na dodatek to akurat dzień jej urodzin. Na pomoc przychodzi jej Ridge, który jest zupełnie obcym facetem. Jedyne co ich łączy, to wieczorne spotkania na sąsiednich balkonach. On grał wtedy na gitarze, a Ona śpiewała do jego melodii. Zamieszkują razem i wspólnie zaczynają tworzyć muzykę. Bardzo fajne jest to, że te utwory powstały naprawdę i kiedy pojawiają się w książce, możemy sobie ich posłuchać w internecie, moim zdaniem to świetny pomysł. Można jeszcze bardziej wczuć się w klimat książki. Dużym zaskoczeniem jest to, że Ridge jest głuchy. To jeszcze bardziej mnie zaintrygowało, chyba ze względu na zboczenie zawodowe (pracuje z dziećmi z wadą słuchu). Tworzy muzykę wyczuwając wibracje. Te chwile zbliżają go z Sydney, rodzi się między nimi szczera relacja i uczucie. Oboje próbują przed tym uciec, ale coraz bardziej zdają sobie sprawę, że łączy ich coś wyjątkowego. Komunikują się za pomocą smsów lub czatu. Świetnie się ze sobą czują, mówią a raczej piszą sobie o najtrudniejszych sprawach, mają takie samo poczucie humoru, są idealnie dopasowani. Ale żeby nie było zbyt pięknie, Ridge jest w związku, kocha Maggie, troszczy się o nią na każdym kroku. I wcale nie zamierza tego zmieniać, nie chce jej zranić. Wtedy zaczynają się kłopoty bo jak można zwalczyć uczucie które jest tak silne? I czy ktoś wygrał kiedyś walkę pomiędzy sercem a rozumem? Sydney i Ridge starają się ze wszystkich sił aby pozostać uczciwymi, ale oszukują i ranią wtedy samych siebie.
Mimo różnych domysłów w trakcie czytania, nie myślałam, że ich historia tak się potoczy. Nie zdradzę wam zakończenia, zachęcam do przeczytania. Świetne dialogi i poczucie humoru. Książka wywołuje wiele emocji, na pewno będziecie zachwyceni tak jak ja.  😊❤

💞 Nie udało mu się jej uchronić przed gorzką prawdą, że ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać. 💞
Copyright © 2016 Czytula - I'm a book lover , Blogger