Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty

Lucy Courtenay "Wieczór filmowy"

Lucy Courtenay "Wieczór filmowy"


Film, popcorn i odpowiednie towarzystwo to przepis na idealny wieczór. Tak planują spędzać jeden wieczór w miesiącu główni bohaterowie powieści, Hanna i Sol. Jeżeli też szukasz recepty na udany wieczór to koniecznie sięgnij po "Wieczór filmowy"! Nie spodziewałam się, że ta książka pochłonie mnie na kilka godzin. Czytanie było przyjemnością i powiem szczerze, że przykro było mi ją kończyć, chciałabym więcej!
Mimo moich obaw przed młodzieżówkami jestem pozytywnie zaskoczona i polecam ją z czystym sumieniem!
Hanna i Sol znają się od dziecka, chociaż nie zawsze przyjaźnili się tak mocno, jak w momencie, kiedy ich poznajemy. Świetnie się ze sobą dogadują, a wszystko dzięki wspólnej pasji, którą są filmy. Ona uwielbia je oglądać, a on chciałby je tworzyć. Podczas imprezy sylwestrowej Hanna rozstaje się z chłopakiem, Sol stara się ją pocieszyć i czuwa aby nie zrobiła nic głupiego. I wtedy pojawia się pomysł aby raz w miesiącu spotykać się na wieczór filmowy. Początkowo spotykają się z wielkim entuzjazmem, ale z każdym miesiącem ich nastawienie się zmienia. Sol zaczyna zdawać sobie sprawę, że Hanna nie jest dla niego tylko przyjaciółką. Jednak dziewczyna traktuje go tylko jak kumpla, na dodatek zwierza mu się ze swoich kłopotów sercowych. Sol nie wie co powinien zrobić aby wyznać jej uczucie, ale nie zniszczyć ich przyjaźni. Akcja książki toczy się przez rok, w tym czasie w ich życiu wiele się wydarzy. Bardzo polubiłam głównych bohaterów, Hanna to bardzo pozytywna postać, która ma mnóstwo szalonych pomysłów. Za to Sol to skryty chłopak, który ma swoje tajemnice i pasje, którymi dzieli się tylko z najbliższymi. 
Poza nieodwzajemnionym uczuciem książka porusza wiele poważnych wątków. Autorka zwróciła uwagę na to jakie konsekwencje mogą mieć plotki oraz jak niewielu prawdziwych przyjaciół jest wśród otaczających nas ludzi. Czasami to co najważniejsze mamy na wyciągnięcie ręki, nie doceniając tego gonimy za tym co nieosiągalne. Autorka poruszyła również wątek relacji rodzinnych, które nie zawsze dobrze się układają. Poza poważnymi tematami, książka przepełniona jest humorem i na pewno nie raz was rozbawi. Narracja jest prowadzona na zmianę przez Hannę i Sola. Mi to bardzo odpowiadało bo można wtedy jeszcze bardziej wczuć się w emocje bohaterów. Poza tym dobrym posunięciem było zamieszczenie opisów filmów, które oglądali, to nadało autentyczności całej powieści.
"Wieczór filmowy" to bardzo wartościowa książka, którą musicie koniecznie przeczytać. Myślę, że jest to lektura dla każdego, niezależenie od wieku. Na pewno miło spędzicie czas, dla mnie to była przyjemność! :)


Jay Asher "13 powodów"

Jay Asher "13 powodów"

Krótki opis książki:
Clay Jensen wraca do domu ze szkoły i przed drzwiami znajduje dziwną paczkę. W środku jest kilka taśm magnetofonowych nagranych przez Hannah, koleżankę z klasy, która dwa tygodnie wcześniej popełniła samobójstwo. Dziewczyna wyjaśnia, że istnieje trzynaście powodów, dla których zdecydowała się odebrać sobie życie. Clay jest jednym z nich i jeśli wysłucha nagrania, dowie się dlaczego. Chłopak przez całą noc kluczy po mieście, a za przewodnika służy mu głos Hannah. Staje się świadkiem jej bólu i osamotnienia, a przy okazji poznaje prawdę o sobie i otaczających go ludziach, której nigdy nie chciał stawić czoła. Z przeraźliwą jasnością dociera do niego, że nie da się cofnąć przeszłości, podobnie jak nie da się powstrzymać przyszłości…


Zaciekawiona dobrymi opiniami o książce i serialu postanowiłam najpierw sięgnąć po "13 powodów". I nie zawiodłam się, chociaż nie była to lektura która mocno mną wstrząsnęła. Obecnie zaczynam oglądać serial, który jest podobno bardziej rozbudowany, ale na razie nie będę ich porównywać. Z opisu dowiadujemy się, że młoda dziewczyna popełniła samobójstwo. Zanim to zrobiła nagrała taśmy na których przedstawiła 13 powodów, które ją do tego skłoniły. Taśmy wędrują pomiędzy nastolatkami w szkole i bardzo wiele namieszają.
Głównym bohaterem książki jest Clay i to właśnie z nim poznajemy nagrania. Chłopak jest mocno wstrząśnięty już od pierwszej kasety. Hannah skrywała w sobie wiele emocji i wspomnień. Nikt wcześniej nie znał jej przebiegu zdarzeń. Każda strona kasety to opowieść o osobie ze szkoły, która była obecna w życiu Hanny. Clay cały czas zastanawia się kiedy będzie jego kolej i jaki ma związek z samobójstwem dziewczyny. 
Tak naprawdę nie ma pewności, że to co mówi dziewczyna jest prawdą. Ale sądząc po reakcjach jej rówieśników na taśmy, na pewno nie są też kłamstwem. Żadna z tych osób nigdy nie pomyślała, że jej zachowanie może tak wpłynąć na Hannę. Dlatego tak bardzo wstrząsa to społecznością szkolną, która uświadamia sobie, że nawet małe rzeczy mogą powoli niszczyć człowieka. Niektóre historie mogą wydać wam się banalne, ale to one wywołały efekt domina. Autor przedstawia analizę samobójstw wśród nastolatków w jasny i prosty sposób. 
Ta książka na pewno daje do myślenia. Czy ktoś mógł zatrzymać ten bieg wydarzeń? Hannah dawała wyraźne sygnały, że planuje sobie odebrać życie, jednak nikt tego nie zauważył. I to nie tylko wśród jej rówieśników, ale również nauczyciele w szkole nie zareagowali na czas. Myślę, że jest to dobra lektura zarówno dla młodzieży, jak i rodziców. Pokazuje jak wiele osób ukrywa swoje prawdziwe emocje, które prędzej czy później muszą znaleźć ujście. 


Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"

Krótki opis książki:

Czy historia sprzed lat, usłyszana przypadkowo na drugim krańcu świata, może wpłynąć na nasze losy?

Kilka romantycznych chwil, przeżytych w czasie urlopu w Azji, budzi w Annie, trzydziestokilkuletniej singielce, dawno uśpione uczucia.
Kobieta podejmuje decyzję, która na zawsze może zaważyć na życiu kilku osób.
Jednak szczęście, będące pozornie w zasięgu jej ręki, rozsypuje się nagle niczym domek z kart.
Ósmy cud świata to opowieść o tym, że czasami trzeba zbłądzić w ciemnym lesie, by wreszcie znaleźć się na rozświetlonej polanie. 
A pierwszy promień słońca można niekiedy znaleźć ukryty w niepozornej, maleńkiej kopercie, zamkniętej w morskiej muszli przywiezionej z wakacji.



Kolejna cudowna książka autorstwa Magdaleny Witkiewicz, którą mogę Wam polecić. Wzięłam ją do ręki wieczorem, stwierdziłam, że chociaż zacznę sobie i przeczytam kilka pierwszych stron. A siedziałam 3 godziny bo musiałam ją skończyć. Ciężko mi było ją odłożyć nawet na chwilę. Właśnie za to uwielbiam książki Magdaleny, że nie sposób się od nich oderwać. Poza tym jak zawsze czeka na nas spora dawka humoru i miłości.
Główną bohaterką powieści jest Anna, kobieta przed czterdziestką. Doskwiera jej samotność, nie ma partnera, ani dzieci. A na dodatek wszystkie koleżanki dookoła toną w pieluchach, co wcale jej nie podbudowuje. Mimo, że była w kilku związkach, nigdy nie trafiła na nikogo odpowiedniego. Tkwi w relacji bez zobowiązań, licząc że miłość przyjdzie z czasem. Jej największym marzeniem jest dziecko, a zegar biologiczny nieubłaganie tyka. Pasją Anny od zawsze były podróże i kiedy w jej życiu panuje ogromny bałagan postanawia wyjechać do Wietnamu. Wycieczka ma jej pomóc spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Nie przypuszcza, że ten wyjazd odmieni jej życie i zamiast uporządkować pewne sprawy, Anna narobi sobie jeszcze większego bałaganu. Magdalena Witkiewicz zabierze nas w podróż po Azji, ale w bardzo przyjemny sposób, więc jeśli boicie się długich opisów to na pewno nie w tej książce. Jest to powieść o tym, że szczęście może przyjść do nas niespodziewanie i nigdy nie można przestać w to wierzyć. Oraz o tym, że o prawdziwą miłość trzeba walczyć do samego końca.
Jeżeli chcecie miło spędzić wieczór, to "Ósmy cud świata" wam w tym pomoże. Magdalena Witkiewicz jest świetna w tworzeniu bajkowych historii ze zwyczajnego życia.


Nicholas Sparks "We dwoje"

Nicholas Sparks "We dwoje"

Krótki opis książki:
32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Vivian. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda.


Sparks po raz kolejny pokazuje, że jest mistrzem w tworzeniu wzruszających historii. Chociaż "We dwoje" wydaje mi się trochę inne od jego poprzednich książek. Całkowicie przepadłam czytając tę historię i bardzo nie chciałam jej kończyć. Zdecydowanie zostanie w mojej pamięci na dłużej.
Tym razem akcja toczy się bardzo powoli, głównym bohaterem i narratorem książki jest Russ. Jesteśmy świadkami jego życia przez kilka lat, a niektóre fragmenty cofają nas w daleką przeszłość. Russ ma piękną żonę, cudowną córkę i dobrą pracę. Wydaje się, że wszystko idealnie się układa, ale zawsze w takich momentach, coś musi się wydarzyć. Macierzyństwo zmienia jego żonę nie do poznania. Vivian staje się rozdrażniona, a Russ zaczyna siebie o to obwiniać. Poza tym przestaje mu się układać w pracy i postanawia otworzyć własną działalność co początkowo nie wydaje się dobrym pomysłem. Jego poprzedni pracodawca sprawia, że nie ma on żadnych klientów, a oszczędności topnieją z dnia na dzień. Jego żona postanawia wrócić do pracy, co przewraca jego życie do góry nogami. Nagle to on zajmuje się domem i dzieckiem. Między nim, a jego córeczką London rodzi się nowa więź, której nie znał wcześniej. Russ dla swojej córki zrobi wszystko, co tylko ją uszczęśliwi. Jego żona oddala się od niego coraz bardziej i chociaż nie umie sobie z tym poradzić to liczy się dla niego tylko córka i jej dobro. Zawsze może liczyć na wsparcie swoich rodziców oraz siostry Marge. Rodzeństwo łączy niezwykła więź, zawsze są ze sobą szczerzy, nawet do bólu i bardzo się kochają. Russ jest bardzo wrażliwym mężczyznom i próbuje stwarzać pozory dla dobra córki. W rzeczywistości jest bardzo rozbity i stara się pogodzić z nieuniknionym rozpadem małżeństwa oraz brakiem nowych zleceń. Postanawia walczyć o swoją rodzinę i o nowych klientów. Chociaż na drodze stanie mu wiele przeszkód, Russ się nie poddaje bo robi to dla córki.
Tym razem Sparks pokazuje nam jak silna jest miłość rodzica do dziecka. Mimo ciężkich momentów jakie spotkały Russa, nigdy się nie poddał bo miał dla kogo wstać rano z łóżka. London stała się najważniejsza w jego życiu i nawet krótka rozłąka sprawiała, że budziła się w nim tęsknota. Poza tym miał przy sobie bliskie osoby, które mocno go wspierały. Sparks dobrze wykreował postać Russela, nie idzie go nie lubić. Jest to wrażliwy, dobry i szczery mężczyzna, który troszczy się o swoich bliskich. "We dwoje" to książka pełna emocji, zawsze poruszały mnie książki Sparksa, ale ta zrobiła to bardzo mocno. Akcja toczy się powoli ale to sprawia, że nie mamy wrażenia, że coś jest przerysowane, tylko jest to historia z życia wzięta. A mimo wszystko jest bardzo wyjątkowa w swojej prostocie. Polecam każdemu, cudowna książka!



Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"

Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"

Krótki opis książki:

Zdradzony przez narzeczoną i oszukany przez wspólnika trzydziestoletni Michał marzy o tym, aby zacząć nowe życie. Kiedy dowiaduje się, że podczas II wojny światowej jego rodzina ukryła w małym miasteczku na północy Polski skarb, wyrusza na jego poszukiwanie. Sęk w tym, że teraz w tym miejscu stoi restauracja. Prowadzi ją rówieśniczka Michała, Malwina. Ma ona problem ze swoim ukochanym, który "odszedł w siną dal", i babcią, która po powrocie z wieloletniego pobytu we Francji koniecznie chciałaby serwować w jej restauracji żabie udka i ślimaki. 
Michał postanawia zaprzyjaźnić się z Malwiną, zdobyć jej zaufanie, a potem w tajemnicy przed nią odzyskać swój spadek. Niestety gdy w sprawę wmieszają się dwie wścibskie staruszki, dwójka dzieci i tajemniczy święty Eskpedyt, nic nie pójdzie zgodnie z jego planem.



Co kryje się w "Pudełku z marzeniami"? Myślę, że jest to lekka i przyjemna lektura "na raz". Książka, którą po odłożeniu na półkę zaraz się zapomni. Kto mnie zna, ten wie, że jestem wielką fanką twórczości Magdaleny Witkiewicz. Dlatego zdecydowałam się na tę książkę "w ciemno" i tym razem czuję lekkie rozczarowanie. Miało być świątecznie, zabawnie i romantycznie. I na pewno po części tak było, ale liczyłam na więcej emocji, do których przyzwyczaiła nas Magda. 
W dzisiejszych czasach, wielu z nas jest zabieganych, brakuje czasu aby poczuć świąteczny klimat. Należę właśnie do tej części społeczeństwa, dlatego próbuje się ratować świątecznymi książkami. Miło jest usiąść wieczorem pod kocem, w blasku choinki, z ciepłą herbatą i zatopić się w takiej książce chociaż na chwilę. "Pudełko z marzeniami" miało mi pomóc odnaleźć ten świąteczny klimat i na chwilę się udało. Było dużo śniegu, miłości, lampek, dobrego jedzenia i ciepła. Jednak cała historia nie wzbudza większych emocji. Głównym bohaterem jest Michał, który sprowadza się do Miasteczka w poszukiwaniu skarbu. Mężczyzna jest sam, bez pieniędzy i liczy na cud, który pozwoli mu stanąć na nogi. Szybko odnajduje się w nowym miejscu, głównie dzięki przychylności mieszkańców. Kto z was czytał "Pracownię dobrych myśli" i pamięta panią Wiesię? Tak, to ta starsza pani, która nie lubi kłopotów i ma dużo nalewek dla zdrowotności. Mimo, że nie jest główną bohaterką, jak dla mnie jest najważniejszą postacią tej książki.To ona spaja całą historię, a jej humor nadaje pozytywnego klimatu. Ta starsza pani zna wszystkich mieszkańców i zdecydowanie zna się na ludziach. A że nie lubi kłopotów, dba o swoich bliskich, żeby nic im się nie przytrafiło. W Miasteczku swoje nowe życie zaczyna również Malwina. I to właśnie w piwnicy Malwiny kryje się skarb poszukiwany przez Michała. Jednak dostać się tam nie jest wcale takie proste, a mężczyzna nie chce się z nikim podzielić tym co na niego czeka. Czy Michałowi uda się odzyskać to co najcenniejsze? Przekonajcie się sami!
Na pewno nie jest to lektura górnych lotów. Ale nie jest też to zła książka. Bardzo miła powieść, którą przeczytacie w jeden wieczór. Lekka rozrywka na krótkie zimowe dni.


Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia pod Amorem. Ciastko z wróżbą"

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia pod Amorem. Ciastko z wróżbą"

Krótki opis książki:
Sierpień 2016 roku. Trwają Dni Gutowa. W konkursie na Ciastko Roku bierze udział cukiernia Pod Amorem. Tym razem projektodawcą i autorem receptury jest Zbyszek, syn Waldemara Hrycia. Mimo wahań ze strony ojca to właśnie jego pomysłowe ciastko z wróżbą ma być wystawione do konkursu. 
Waldemar i Helena martwią się nie tylko o debiut zawodowy Zbyszka, lecz także o jego nowy związek z nieznaną dziewczyną. 
Złymi przeczuciami napawa ich również zapowiedziana wizyta prawniczki z Nowego Jorku - Moniki Grochowskiej-Adams, zatrudnionej przez spadkobierców przedwojennych właścicieli cukierni. 
Podczas obchodów Monika Grochowska-Adams nieoczekiwanie spotyka dawną przyjaciółkę, Tessę Steinmeyer. Obie panie, dziś już pod siedemdziesiątkę, to kobiety sukcesu, wracają jednak tu, gdzie upłynęło ich dzieciństwo. To spotkanie nie jest przypadkowe. Tessa, poważnie chora, przyjeżdża do Gutowa, aby załatwić niedokończone przed laty sprawy…


Kilka lat temu niesamowicie wciągnęła mnie seria pt. "Cukiernia pod Amorem". Przeczytałam trzy tomy, jeden po drugim i nie spodziewałam się, że autorka zdecyduje się na kontynuację. Dlatego ucieszyłam się, kiedy przypadkiem zobaczyłam "Ciastko z wróżbą". Długo nie musiałam się zastanawiać nad zakupem tej książki, a sama lektura to była czysta przyjemność. Jeżeli nie czytaliście poprzednich tomów, nic nie stoi na przeszkodzie bo ta powieść, mimo drobnych nawiązań do poprzedniej serii, jest zupełnie nową historią.
Co jest tak urzekającego w tych książkach? Historia pełna tajemnic, zwaśnionych rodzin, niedopowiedzeń i przeplatanie przeszłości z teraźniejszością. Akcja dzieje się w Gutowie, małym, klimatycznym miasteczku, gdzie na rynku mieści się Cukiernia pod Amorem. Miejsce to istnieje już od wielu lat, miało różnych właścicieli i różne nazwy, jednak już od dłuższego czasu jest w posiadaniu rodziny Hryciów. Poprzednia seria opowiada o powstaniu tego miejsca i o kilku rodzinach zamieszkujących w Gutowie i okolicach. A uwierzcie mi, że to nie była prosta historia. "Ciastko z wróżbą" zaczyna się już kilka lat później, pan Hryć wprowadza w prowadzenie cukierni swojego syna. Młody chłopak jest pełen energii i nowych pomysłów, jednak miłość do Martyny zakłóca mu trzeźwe myślenie. Zbliżają się dni Gutowa, a co za tym idzie, konkurs na najlepsze ciastko. Młody Hryć wpada na pomysł, który nieszczególnie podoba się rodzinie, ale ufają mu i nie odwodzą go od jego autorskiego projektu. Dni Gutowa sprowadzają do miasteczka wiele jego dawnych mieszkańców. Ale nie każdy z nich ma czyste intencje. Niektórzy odnajdą swoich przyjaciół po latach, a niektórzy będą chcieli rozliczyć się z przeszłością. Niech nie zrazi was początkowo duża ilość bohaterów. Z czasem wszystko zaczyna się układać w głowie czytelnika. Bardzo się cieszę, że ta książka to tylko wstęp do nowej serii. "Ciastko z wróżbą" zaintryguje Was, będziecie chcieli poznać tajemnice głównych bohaterów. Jednak ta część to tylko przedsmak tego co czeka nas w następnych tomach. Nie mam wątpliwości, że po nie sięgnę. Moim zdaniem autorka dobrze utrzymała poziom książki, bazuje na sprawdzonym schemacie z poprzedniej serii. Historie z przeszłości przeplata z teraźniejszością, jednak jest to zupełnie nowa opowieść. Serdecznie Wam polecam i czekam na kolejny tom :)


Colleen Hoover "Confess"

Colleen Hoover "Confess"

Krótki opis książki:
Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...



Jestem wielką fanką Colleen Hoover i jej twórczości, zawsze z przyjemnością sięgam po jej książki. Powieści są przyjemne i pełne emocji, nie sposób się oderwać. Jednak przy tej książce było trochę inaczej. Początkowo nie mogłam wczuć się w jej klimat i bardzo ciężko mi się ją czytało. Z resztą zajęła mi o wiele więcej czasu niż poprzednie książki tej autorki. Jednak z czasem przekonałam się do niej i bardzo byłam ciekawa zakończenia.
Skąd wynikał mój początkowy dystans? Myślę, że to dlatego, że tym razem główni bohaterowie są po dużych przejściach. Są przepełnieni smutkiem, ale obydwoje próbują sobie z tym radzić. Auburn jako nastolatka straciła miłość swojego życia. Jako dorosła kobieta wciąż nie może się z tym pogodzić, ale stara się żyć normalnie. Ma swój cel i jest w stanie zrobić wszystko żeby go osiągnąć. Owen jest artystą, maluje obrazy na podstawie anonimowych wyznań, które pozostawiają mu ludzie. Niektóre wyznania były dla mnie naprawdę przerażające, a na dodatek autorka zaznaczyła, że wszystkie są prawdziwe. I myślę, że to jest najbardziej wstrząsające, jak wiele uczuć w sobie skrywamy. Owen przedstawia te wyznania na płótnie i raz w miesiącu otwiera swoją galerię. Kiedy potrzebuje pomocy przy sprzedaży swoich obrazów na jego drodze staje Auburn, która rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Dziewczyna nie wie, że spotykają się po raz drugi, ale Owen bardzo dobrze ją pamięta. I nie może uwierzyć, że ponownie spotyka dziewczynę. W jakich okolicznościach spotkali się kiedyś? Tego nie mogę wam zdradzić, a autorka trzyma nas w niepewności do ostatnich stron. Auburn i Owen od razu czują się przy sobie swobodnie, chociaż obydwoje są bardzo skryci. Mają swoje sekrety, które stoją na przeszkodzie ich dalszej znajomości. Owen uznaje nawet, że lepiej będzie jak więcej się nie spotkają.
Jak zwykle Hoover genialnie manipuluje emocjami czytelnika. Momentami ogromnie irytowało mnie postępowanie bohaterów, a za chwile próbowałam zrozumieć ich decyzje. "Confess" nie jest lekką młodzieżówką o której szybko się zapomina. Sprawdźcie koniecznie :)


Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

 Krótki opis książki:

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…

Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. 

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.



"Tysiąc pocałunków" to książka, którą przeczytałam w jeden dzień. Nie mogłam się oderwać od tej historii. Chociaż wydaje się, że jest to powieść dla nastolatków, a historia jest banalna, nie sposób odłożyć tej książki choć na chwilę. Bardzo urzekła mnie ta historia, mimo, że była dosyć przewidywalna. Ale czasami potrzebujemy właśnie takiej książki, która chwyta za serce, mimo, że i tak jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy, a to dzięki lekkości pióra Tillie Cole.
Poppy i Rune są sąsiadami, poznają się jako dzieci, ale połączy ich wyjątkowa więź. Z wiekiem przyjaźń zaczyna przeradzać się w uczucie, które ma trwać wiecznie. Wszystko jednak się zmienia kiedy Rune musi wrócić ze swoją rodziną do Norwegii. Świat nastolatków rozpada się, ciężko im się pogodzić z rozłąką. Początkowo utrzymują kontakt, jednak z czasem Poppy przestaje odpowiadać na wiadomości, nikt nie wie co stało się z dziewczyną. Rune stracił swoją bratnią duszę i to zmienia do nie do poznania. Gdy po dwóch latach wraca do Stanów, jest przepełniony nienawiścią i gniewem. Nikt z dawnych znajomych nie poznaje chłopaka, nawet jego rodzina nie wie jak do niego dotrzeć. Jednak Rune pod twardą skorupą nadal czuje coś do Poppy i pragnie dowiedzieć się co się dzieje z dziewczyną. Kiedy odkryje prawdę jego jedynym celem jest spełnić marzenie dziewczyny. 1000 niezapomnianych pocałunków, zapisanych na karteczkach, czy im się uda?
Autorka stworzyła wyjątkowy klimat, dzięki czemu ta prosta historia jest wyjątkowa. Opowieść o nastoletniej miłości, która miała trwać wiecznie. Jeżeli łatwo się wzruszacie to koniecznie przygotujcie sobie paczkę chusteczek! Książka przepełniona jest emocjami, które mocno was poruszą. Myślę, że wszystkim fanom Kim Holden i Colleen Hoover książka przypadnie do gustu.


Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Autor: Abbi Waxman
Tytuł: Ogród małych kroków
Wydawnictwo: Otwarte


Dawno nie widziałam tak przepięknej okładki, nie można od niej oderwać oczu, a zdjęcia z tą książką wychodzą fantastycznie! Dlatego nie mogłam przejść obojętnie koło takiego wydania, musiałam sprawdzić, czy wnętrze jest równie piękne. 
Początkowo nie mogłam się wczuć w styl pisania Abbi Waxman, jednak już po kilku rozdziałach to uczucie minęło. Historia jest lekka, pełna humoru i jest to miła lektura na jesienne wieczory. Faktycznie jest kwitnąca optymizmem, mimo smutnej przeszłości głównej bohaterki, daje nadzieję na to, że czas leczy rany. Lily straciła męża w wypadku samochodowym, mijają trzy lata od tego wydarzenia, kobieta wychodzi już na prostą i dobrze sobie radzi. Jednak w głębi serca, cały czas tęskni za swoim mężem. Pracuje w wydawnictwie jako ilustratorka, wychowuje dwie córki i często spędza czas ze swoją siostrą, która szuka idealnego kandydata na swojego partnera. W ramach nowego projektu w pracy, zostaje wysłana na kurs ogrodnictwa aby zapoznać się z prowadzeniem domowego ogródka. Ma jej to pomóc przy ilustrowaniu poradnika ogrodniczego. Lily chętnie wybiera się na kurs i zabiera ze sobą córki i siostrę. Nie zdaje sobie sprawy, że sobotnie przedpołudnia tak odmienią jej życie. Kurs da jej dużo więcej niż wiedzę na temat pielęgnacji roślin. Lily pozna wiele cudownych osób, które pomogą jej się zmierzyć z przykrymi wydarzeniami z przeszłości. Mimo, że są to ludzie w różnym wieku o skrajnych poglądach, na kursie zrodzą się wieloletnie przyjaźnie.
Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę. Trudny temat, jakim jest radzenie sobie ze stratą kogoś bliskiego, połączone z pielęgnacją roślin w ogrodzie. Każdy rozdział rozpoczyna się poradami na temat danej rośliny, po takim poradniku, nawet ja mogłabym zacząć sadzić roślinki. Podczas czytania, nie raz pojawił się uśmiech na mojej twarzy, przyjemna lektura z którą można się relaksować. Myślę, że mógłby powstać całkiem zabawny film na podstawie tej historii. Piękna okładka i cudowne wnętrze, sprawdźcie sami :)




Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy"

Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy"

Krótki opis książki:

Kiedy po rutynowym zabiegu umiera noworodek, ojciec dziecka oskarża o morderstwo afroamerykańską pielęgniarkę. Ani ona, ani jej prawniczka, ani ojciec zmarłego chłopczyka nie mają pojęcia, że ta śmierć odmieni ich życie w sposób, którego żadne z nich nie było w stanie przewidzieć. 
W „Małych wielkich rzeczach” Picoult opowiada o władzy i uprzedzeniach, o tym, co nas dzieli i łączy. To powieść o objawieniach, które przychodzą z niespodziewanej strony. Jodi Picoult bierze na warsztat uprzedzenia rasowe, przywileje, sprawiedliwość oraz współczucie – i swoim zwyczajem nie podsuwa łatwych odpowiedzi. Z wnikliwością, szczerością i empatią maluje obraz rzeczywistości, z którą mamy do czynienia na co dzień i której często nie przyjmujemy do wiadomości. „Małe wielkie rzeczy” to kawał dobrej literatury spod pióra autorki, która zna się na swoim fachu.





Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jodi Picoult. Zdecydowanie nie będzie ostatnie, książka przypadła mi do gustu i jestem ciekawa innych powieści tej autorki. Jodi ma lekkie pióro, mimo że książka dotyczyła poważnego problemu, czytało się ją bardzo szybko i przyjemnie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jaki sposób autorka poruszyła temat rasizmu. Historia, którą stworzyła, pokazuje, że nic nie jest czarne albo białe. Ruth jest położną z ogromnym doświadczeniem, jednak jeden z ojców noworodka nie życzy sobie aby opiekowała się jego synem. A wszystko przez to, że kobieta jest Afroamerykanką. Zgłasza sprawę oddziałowej, która odsuwa Ruth od dziecka. Jednak w wyniku zamieszania na oddziale, chłopiec zostaje na chwilę pod opieką Ruth i właśnie wtedy przestaje oddychać. Kobieta musi dokonać wyboru, pomóc dziecku, czy zastosować się do polecenia oddziałowej. Mimo wszystko dziecka nie udaje się uratować, a ojciec obwinia Ruth, pragnie zemsty.
Narracja przebiega z trzech perspektyw, położnej Ruth, ojca zmarłego dziecka Turka oraz Kennedy, prawniczki, która broni Ruth. Lubię taki rodzaj przedstawienia historii, to daje szerszy punkt widzenia czytelnikowi i skłania do refleksji. Powieść wzbudza wiele emocji, współczucie, złość, oburzenie. Każdy z głównych bohaterów musi odnaleźć się w tej trudnej sytuacji. Ruth, chce udowodnić, że Afroamerykanie cały czas są ofiarami rasizmu i nigdy nie będą traktowani na równi z białymi. Ojciec dziecka próbuje pogodzić się ze stratą syna i pomścić jego śmierć. Natomiast Kennedy, prawniczka Ruth, bardzo angażuje się w sprawę i chce udowodnić samej sobie, że wszyscy są traktowani równo. Historia nie jest oczywista, każda z tych osób przeżywa trudne chwile, a cała ta sytuacja odmieni ich życie, już na zawsze. Bardzo ciekawe zakończenie, a książka daje do myślenia, aby zawsze szanować drugiego człowieka.
"Małe wielkie rzeczy" to naprawdę bardzo wartościowa powieść po którą koniecznie sięgnijcie. Bardzo mnie zachęciła aby poznać inne powieści Jodi Picoult.

A jeżeli czytaliście i również wam się podobała to polecam książkę o podobnej tematyce, którą również mogę wam polecić - "Służące" Kathryn Stockett.


Kim Holden "Franco"

Kim Holden "Franco"

Krótki opis książki:

Franco Genovese jest perkusistą w światowej sławy amerykańskim zespole Rook. Chłopak ma wszystko. Zabójczy uśmiech, tatuaże, talent, ostry dowcip. A przy tym wszystkim serce ze złota. 

Wiedzie dobre, stabilne, nieskomplikowane życie.
Jednak wieczór spędzony w niepozornym barze w Los Angeles wszystko to zmienia.
Do jego świata wkracza Gemma Hendricks.
Pochodząca z północnej Anglii, odnosząca sukcesy młoda pani architekt. Właścicielka uroczego uśmiechu, ciętego języka i nad wyraz ufnego serca.
Natychmiast coś ich do siebie przyciąga.
Gemma i Franco z miejsca się zaprzyjaźniają.
Ich znajomość nie potrwa długo, ponieważ kiedy za kilka dni wrócą do domów, rozdzielą ich tysiące kilometrów.
A może coś się zmieni?
Gemma ma pewne bliskie sercu marzenie.
Gdy Franco postanowi pomóc dziewczynie w spełnieniu go, wszystko może wywrócić się do góry nogami.
Czy ich przyjaźń będzie miała szansę przerodzić się w miłość? A może wszystko pójdzie w zapomnienie?



Wszystkim fanom "Promyczka" chyba nie muszę przedstawiać tej książki. To obowiązkowa pozycja dla każdego, kto pokochał Kate i Gusa. Kiedy dowiedziałam się o wydaniu "Franco", niecierpliwie wyczekiwałam premiery. Uwielbiam pióro Kim Holden, jej powieści są bardzo lekkie, ale pełne emocji. "Promyczek" zdecydowanie rozbił mnie na kawałki, "Gus" pomógł mi się pozbierać. A "Franco"? To przyjemny powrót do naszych ulubionych bohaterów, z perspektywy, kolejnej, ciekawej osobowości. W porównaniu do poprzednich tomów, książka jest chudziutka, dlatego czyta się ją ekspresowo. Ja jednak czuje lekki niedosyt po tej lekturze.
Franco, najlepszy przyjaciel Gusa, zawsze go wspierał w trudnych chwilach, poznaliśmy go jako mężczyznę o wielkim sercu. Jako perkusista zespołu Rook, mógłby mieć każdą dziewczynę. Pewnego wieczoru poznaje Gemmę i nikt inny już go nie interesuje. Ma być to tylko krótka znajomość, ponieważ dziewczyna mieszka na innym kontynencie. Przez spędzone ze sobą chwilę bardzo się zbliżają, nie spodziewają się, że rozstanie będzie dla nich tak trudne. Postanawiają, że pomimo dzielącej ich odległości, będą dalej się przyjaźnić. A Franco stawia sobie za cel, spełnić najważniejsze marzenie Gemmy. Wbrew pozorom, nie jest to takie proste do wykonania, a niepowodzenie może zniszczyć ich przyjaźń.
Książka jest dosyć przewidywalna, jednak Kim Holden potrafi tak przedstawić, nawet najbardziej schematyczną powieść, że nie sposób się od niej oderwać. Bardzo podoba mi się przyjaźń między Franco i Gusem, ich dialogi są pełne humoru, widać jak blisko są ze sobą. Super posunięciem było wprowadzenie postaci z powieści Colleen Hoover, dla wszystkich czytelników, to na pewno miła niespodzianka. Gus i Franco często wspominają Kate, co też bardzo mi się podobało. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, jednak nie poruszyła mnie tak mocno, jak poprzednie tomy. Spodziewałam się czegoś bardziej poruszającego, ale i tak warto było przeczytać. Jest to miłe zakończenie całej serii, które koniecznie musisz poznać.


Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie"

Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie"


Krótki opis książki:
Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens.



"Czereśnie zawsze muszą być dwie" to kolejna cudowna powieść Magdaleny Witkiewicz. Odważę się nawet stwierdzić, że jest to najlepsza jej książka do tej pory. Jak zawsze jest to historia pełna emocji, ciepłych uczuć, od której nie sposób się oderwać. Za każdym razem, gdy czytałam już w łóżku i rozdział dobiegał końca, miałam gasić światło i iść spać. Przy tej książce na pewno prędko światła nie zgasicie. 
Główną bohaterką jest Zosia Krasnopolska, historia zaczyna się w momencie, kiedy dziewczyna decyduje się iść na wagary. Nigdy nie przypuszczała, że ta decyzja może zaważyć na całym jej życiu. Przez to opuszczenie zajęć, poznaje panią Stefanię, która odmienia jej życie. Zosia zaprzyjaźnia się ze starszą Panią, która zapisuje jej stary dom w Rudzie Pabianickiej. To miejsce skrywa wiele tajemnic swoich poprzednich mieszkańców. Wymaga również remontu, co okazuje się świetną terapią dla pogubionej Zosi. Dziewczyna próbuje pozbierać się po wielu przykrych przeżyciach. Z czasem zaczyna czuć, że to jest jej miejsce na ziemi. Staje się to również dzięki Szymonowi, z którym się zaprzyjaźnia. Zosia za wszelką cenę chce się dowiedzieć, co działo się w tym domu kiedyś. Zaprzyjaźnia się również z panem Andrzejem, który skrawek po skrawku, zdradza tajemnicę willi. Dlatego w książce przeplatają się dwie historie, ta o Zosi i o Annie, która kiedyś mieszkała w tym domu. Co jakiś czas przenosimy się w lata 30. XX wieku aby poznać historię tego miejsca. Symboliczne znaczenie tytułowych czereśni sprawi, że patrząc na to kwitnące drzewo będziecie myśleć, że czereśnie muszą być dwie :)
Na pewno nikt z nas, podejmując proste decyzje, nie myśli o tym, że może od tego zależeć nasze dalsze życie. A jednak jest tak w wielu sytuacjach i często zadajemy sobie pytanie "co by było gdyby?". Całe nasze życie to suma takich małych decyzji, które wpływają na jego przebieg. Ta książka to przepiękna historia, która skłoni nas na chwilę do refleksji. Jak wiele dobrych ale i tych złych decyzji musieliśmy podjąć aby dotrzeć do tego miejsca w którym jesteśmy. Uwielbiam książki Magdaleny Witkiewicz, która pisze proste książki o codziennym życiu. Robi to jednak w taki sposób, że nie można się oderwać od jej powieści. Dlatego serdecznie wam polecam tę książkę, jak i wszystkie inne tej autorki.

Drzewo czereśni potrzebuje

innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce.
Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita. 




Liz Flanagan "Lato Eden"

Liz Flanagan "Lato Eden"


Krótki opis książki:

Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało

Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę.

Czy zdąży na czas?

"Lato Eden" trafiło do mnie w związku z tym, że biorę udział z BookTour, organizowanym przez Anielkę (@zaczytana.anielka). Bardzo cieszę się, że mogłam wziąć w tym udział, ponieważ miło się czytało książkę z komentarzami moich poprzedniczek. Jest to super zabawa i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła wziąć udział w czymś takim.





Sama książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Historia zapowiadała się ciekawie, jednak czegoś mi tam brakowało. Chyba muszę przyznać to co moje poprzedniczki, nie jestem już nastolatką i to może być główna przyczyna :D
Jess i Eden to wieloletnie przyjaciółki, pomimo wielu różnić łączy je silna więź. Obydwie mają już na swoim koncie wiele, niemiłych wspomnień. Pewnego dnia Eden znika, nikt nie wie co się stało. Jess czuje, że musi ją odnaleźć, a pomóc jej mają wspomnienia wspólnie spędzonego lata. Są to dla Jess wskazówki, które pomogą w poszukiwaniach przyjaciółki. Mimo silnej więzi między nimi, okazuje się, że obydwie dziewczyny wiele przed sobą ukrywały. Wiele wskazuje na to, że Eden mogło stać się coś złego, poszukiwania nie przynoszą żadnego skutku. Wszystkie wspomnienia minionego lata, dają nam całokształt tego, co przeżyły te dziewczyny. Jess analizuje wszystko dokładnie aby jak najszybciej odnaleźć swoją przyjaciółkę. 
W wielu momentach zachowania głównych bohaterów bardzo mnie irytowały. Główny wątek poszukiwania Eden zakłóciły też miłosne wątki, były trochę naciągane i niepotrzebne. Samo zakończenie, również bez rewelacji. Mimo to uważam, że książka porusza kilka ważnych problemów, np. tłumienie uczuć, przeżywanie żałoby i przemoc rówieśniczą. Tak jak już pisałam wcześniej, książka jest przeznaczona dla młodzieży. I myślę, że dla tej grupy wiekowej jest odpowiednia i może przypaść do gustu. Ale jeśli jesteś 25+ to nie polecam.

Samantha Young "To, co najważniejsze"

Samantha Young "To, co najważniejsze"


Krótki opis książki:
Witamy w Hartwell, spokojnym, nadmorskim miasteczku, gdzie dzięki tajemnicy sprzed wielu lat pewna kobieta zrozumie, co znaczy prawdziwa miłość.
Doktor Jessica Huntington całym sercem angażuje się w problemy swoich podopiecznych z więzienia dla kobiet, ale w życiu prywatnym starannie unika związków uczuciowych. Nauczyły ją tego bolesne doświadczenia. W więziennej bibliotece odkrywa plik starych listów miłosnych i jedzie do malowniczego Hartwell, żeby dostarczyć je adresatowi. Nadmorskie miasteczko rzuca na Jessicę swój czar, ale jeszcze większe wrażenie robi na niej przystojny właściciel miejscowego baru.
Od czasu rozwodu z niewierną żoną, Cooper Lawson skupia się na tym, co najważniejsze: na rodzinie i prowadzeniu baru przy nadbrzeżnej promenadzie, który od lat znajduje się w posiadaniu Lawsonów. Jednak kiedy Jessica przekracza progi jego knajpki, gotów jest znów otworzyć swoje serce. Chociaż wzajemne przyciąganie staje się coraz silniejsze, Jessica z uporem broni się przed bliskim związkiem. Aby przekonać ją, że jest w życiu coś, o co warto walczyć, Cooper będzie musiał ofiarować jej więcej niż tylko namiętność.






Ta książka to moje pierwsze spotkanie z Samanthą Young. Niestety jestem trochę rozczarowana. Wybierając się na wakacje zdecydowałam się wybrać coś lekkiego i przyjemnego do poczytania na plaży. I w tej roli książka się sprawdziła bo nie wymaga dużego skupienia. Jeżeli oczekujecie wielkiego WOW to na pewno nie przy tej pozycji. Jest to klasyczny romans, pisany według tradycyjnego schematu, czyli miłość, dramat i miłość.
Dwoje ludzi po przejściach, probuje ułożyć sobie życie na nowo. Jessica Huntington, młoda lekarka w zakładzie karnym, w kórym pracuje, odnajduje stare listy. Postanawia dostarczyć je do adresata, który powinien je dostać kilkanaście lat wcześniej. Dzięki tej podróży uświadamia sobie, jak wiele jej w życiu brakuje. Nie ma stałego partnera, rodziny, przyjaciół. W Hartwell, gdzie się zatrzymuje, po raz pierwszy od dłuższego czasu czuje się szczęśliwa. Tam poznaje Coopera, który również wiele już w życiu przeszedł. Mężczyzna zupełnie traci głowę dla młodej lekarki, z resztą z wzajemnością. Ale oczywiście na ich drodze staje wiele przeciwności i ich związek wisi na włosku. Jessica ma swoje tajemnice, które chce za wszelką cenę ochronić i nie ujawnić nawet Cooperowi. Tylko, że mężczyzna nie chce budować związku na kłamstwie. Muszą zmierzyć się z przykrą przeszłością i zacząć myśleć o tym co może ich spotkać w przyszłości. Poza tym głównym, miłosnym wątkiem, książka przedstawia nam losy mieszkańców Hartwell. To nawet chwilami jest o wiele ciekawsze niż losy Jessicy i Coopera. Całe miasteczko jest przedstawione w bardzo urokliwy sposób, aż chciałoby się tam pojechać. Historia przedstawiana jest raz z perspektywy Jessicy a raz z Coopera, bardzo lubię taki sposób narracji.
Książkę przeczytałam szybko, jednak nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. To powieść, którą bardzo szybko się zapomina. Idealna na plażę, nie wymaga od nas zbyt dużej uwagi, tak dla zabicia czasu. Obawiam się, że to moja pierwsza i ostatnia książka tej autorki.

Colleen Hoover "November 9"

Colleen Hoover "November 9"

Krótki opis książki:
9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…



Myślę, że książki Hoover albo się kocha albo omija szerokim łukiem. Autorka ma rzeszę fanów, którzy zaczytują się w jej romansach ale jest też grupa, która uważa, że to schematyczne, płytkie książki dla nastolatków. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej kategorii, chociaż nastolatką już dawno nie jestem. Jej powieści zawsze mnie pochłaniają, nie mogę się od nich oderwać. Emocje głównych bohaterów sprawiają, że nie jestem w stanie odłożyć tej książki na dłuższą chwilę. I tak też było w przypadku "November 9". 
Ben i Fallon spotykają się 9 listopada, w dość specyficznych okolicznościach. Spędzają ze sobą kilka niezwykłych godzin, które całkowicie zmieniają ich życie. Kiedy muszą się rozstać, obiecują sobie, że za rok spotkają się w tym samym miejscu i o tym samym czasie. Poza tym nie będą się ze sobą w żaden sposób kontaktować. Przez cały rok mają spełniać swoje marzenia i żyć pełnią życia. A Ben ma pisać powieść na podstawie ich historii, obydwoje liczą, że będzie ona miała szczęśliwe zakończenie. Para dotrzymuje słowa, spotykają się co roku, 9 listopada. Ale z roku na rok historia zaczyna się komplikować i coraz mniej wskazuje na to, że ta dwójka będzie razem, nie tylko 9 listopada. Mimo, że obydwoje czują do siebie coś więcej, tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. A kiedy zaczynają się lepiej poznawać, okazuje się, że to może być dla nich największą przeszkodą. Jak skończy się powieść, musicie przekonać się sami. Hoover ma ogromny talent do przedstawiania ludzkich emocji. Zawsze dokładnie opisuje ich wewnętrzne rozterki i uczucia. Narracja prowadzona jest na zmianę przez Fallon i Bena, co daje nam pełen obraz tego, co się między nimi dzieje. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, to lektura na jeden wieczór. 
Jeżeli lubicie romanse, to ten na pewno przypadnie wam do gustu. W trakcie czytania książka przypominała mi inną powieść - "Jeden dzień". Jednak historia okazała się zupełnie inna. Serdecznie Wam polecam, a ja muszę nadrobić inne powieści tej autorki.


Benedict Wells "Koniec samotności"

Benedict Wells "Koniec samotności"

Krótki opis książki:
Wydaje się, że jedyne, co łączy rodzeństwo Julesa, Marty'ego i Liz, to tragiczne wydarzenie z przeszłości. Jako dzieci stracili w wypadku ukochanych rodziców i odtąd już zawsze ich życie było naznaczone stratą. Choć wszyscy troje zostali umieszczeni w tym samym domu dziecka, każde z nich poszło swoją drogą. Stopniowo oddalali się od siebie i na lata zerwali ze sobą kontakty. Najmłodszy z trójki, Jules, przed śmiercią rodziców tak pewny siebie, w internacie staje się bojaźliwym i wycofanym w świat marzeń odludkiem. Potrafił zaufać tylko swojej rówieśniczce Alvie, która tak jak on ukrywała przed światem jakieś traumatyczne przeżycia. Kiedy Jules i Alva spotykają się po latach, odkrywają, ile dla siebie znaczą. Mają nadzieję, że wciąż mogą odzyskać stracony czas...




"Koniec samotności" to piękna książka, która przedstawia nam jak wszystko co dzieje się w naszym życiu, zapisuje się gdzieś w środku.

"To wszystko jest jak zasiew. Internat, szkoła, to, co stało się z moimi rodzicami. To wszystko zostało we mnie posiane, ale nie wiem, czym wykiełkuje. Dopiero kiedy dorosnę, nadejdą żniwa, ale wtedy będzie już za późno."



Głównym bohaterem książki jest Jules, który próbuje się odnaleźć po ciężkich wydarzeniach. Kiedy trafia do internatu po śmierci rodziców, nie czuje wsparcia w swoim rodzeństwie. Chłopiec oddala się od wszystkich, żyje w świecie marzeń. Jedyną osobą, która się z nim zaprzyjaźnia jest Alva. Więź między nimi staje się coraz silniejsza, zaczynają spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. Ale ta wyjątkowa przyjaźń szybko się kończy i każdy z nich idzie w swoją stronę. I chociaż mija wiele lat, Jules nie potrafi cieszyć się życiem, ciągle nie dają mu spokoju wydarzenia z przeszłości. Nie potrafi odnaleźć swojej drogi w życiu, czuje, że czegoś mu brakuje. 

"Tak, ale bycie z kimś przypadkowym to nie jest antidotum na samotność. Antidotum na samotność to poczucie bezpieczeństwa."

Po latach Jules i Alva znowu się spotykają, czują się jakby nigdy się nie rozstali. W dalszym ciągu bardzo dobrze się rozumieją i wiele dla siebie znaczą. Ale czy będzie dane im w końcu być ze sobą? Poza historią Jules'a i Alvy, możemy również śledzić losy Liz i Marty'ego. Czy relacja między rodzeństwem odbuduje się?
"Koniec samotności" to nie jest lekka książka, którą szybko się czyta. Ta historia jest pełna bólu, żalu i przemyśleń. Ale to piękna historia o poszukiwaniu własnego szczęścia oraz o tym jak ciężko poradzić sobie ze stratą. Mimo to, nie jest to typowy wyciskacz łez, a książka, o której nie będziecie mogli przestać myśleć. Pozwoli wam zatrzymać się na chwilę i docenić to co posiadamy. Na pewno nie raz da wam do myślenia, a wiele cytatów zapamiętacie na długo. Polecam!



Magdalena Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli"

Magdalena Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli"

 Krótki opis książki:

Mała przytulna pracownia, w której oknach zawsze stoją kwiaty, to miejsce pełne czarów. Można tam przymierzyć szczęście, przynajmniej tak brzmi jej slogan reklamowy. To tutaj, na ulicy Przytulnej 26, Pelagia, krawcowa, prowadziła przed wieloma laty pracownię krawiecką. Po jej śmierci to właśnie tu jej wnuk, Florian, postanowił otworzyć kwiaciarnię. Miejsce to dzieli z matką, Grażyną, ekscentryczną artystką. Otaczają ich przypadkowi ludzie, którzy z czasem stają się przyjaciółmi. Wielu z nich układa swoje życie na nowo.

Siła tkwiąca w rodzinie, babce, matce i wnuku jest bardzo duża. Każde z nich ma w sobie pierwiastek dobrych myśli, każde z nich ma piękną moc, by obdarowywać nimi innych.
Pomimo tego, że Pelagia dawno temu odeszła, w przytulnej pracowni nadal zszywane są ludzkie losy. Tworzą wspaniały patchwork, nową całość, z pozornie niepasujących do siebie kawałków, tkanych nicią dobrych myśli.




Magdalena Witkiewicz to zdecydowanie moja ulubiona polska autorka. Jeszcze żadna z jej książek mnie nie zawiodła i tak też było tym razem. "Pracowania dobrych myśli" to lekka i przyjemna opowieść o osobach zamieszkujących kamienicę przy ul. Przytulnej 26. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i swoje tajemnice, jednak wszystkich łączy przyjaźń. Mimo różnicy pokoleń, cała społeczność wspiera się i pomaga sobie w trudnych chwilach. Aż miło byłoby mieszkać w takiej kamienicy, gdzie nie ma chwili na smutek bo zaraz z pomocą przychodzą przyjaciele. Florian otwiera kwiaciarnię w byłej pracowni swojej nieżyjącej babci. Pelagia szyła, dając w ten sposób szczęście swoim klientom, ludzie twierdzili, że było to magiczne miejsce. Teraz Florian tworząc piękne bukiety i wianki wprowadza pozytywne myśli w życie swoich najbliższych i nie tylko. W swoją pracę wkłada całe swoje serce by każdy klient był zadowolony. Każdy z mieszkańców kamienicy przy ul. Przytulnej poszukuje swojego własnego szczęścia i zawsze może liczyć na wsparcie ze strony innych lokatorów. Pracownia Floriana staje się miejscem spotkań całej społeczności. Wspólnie spędzają czas i rozwiązują problemy. Każdy z bohaterów ma wyjątkową osobowość, a razem tworzą bardzo interesującą mieszankę. Pewnie nie jest to książka, która was zaskoczy, ale w swojej prostocie jest bardzo urzekająca. Jest to opowieść o codziennym życiu, przedstawiona w bardzo lekki i przyjemny sposób. Jak zawsze książka przepełniona jest humorem i ciepłymi emocjami, serdecznie Wam polecam! Magdalena Witkiewicz nie zawodzi! :)



Copyright © 2016 Czytula - I'm a book lover , Blogger