Jill Santopolo "Światło, które utraciliśmy"

Jill Santopolo "Światło, które utraciliśmy"



Krótki opis książki:

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.

Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?




Kilka miesięcy temu, wszędzie można było spotkać tę okładkę. Byłam bardzo ciekawa co się za nią kryje i czym się tak wszyscy zachwycają. "Światło, które utraciliśmy" to powieść o miłości oraz o tym jak kształtują nas ludzie, których spotykamy na swojej drodze.
11 września 2001 roku to data która jest znana na całym świecie. Własnie wtedy samoloty uderzyły w wieże WTC, co przewartościowało życie wielu ludzi. I tego dnia poznają się nasi bohaterowie, Lucy i Gabe. Wydarzenia tego dnia wstrząsnęły każdym, a najbardziej ludźmi, którzy mieszkali w Nowym Jorku. Pod wpływem emocji Lucy i Gabe spędzają ze sobą cudowny dzień. Po jakimś czasie znowu się spotykają, zaczyna łączyć ich ogromne uczucie. To ich pierwsza miłość, stają się sobie bardzo bliscy. Wszystko układa się idealnie, do czasu kiedy Gabe postanawia wyjechać. Chce on robić coś dobrego, pokazać światu, że są miejsca, gdzie toczy się wojna i można to zmienić. Ta trudna decyzja zaważyła na tym, że ich związek się kończy. Obydwoje mocno to przeżywają, ale życie toczy się dalej i muszą spróbować się w tym odnaleźć. 
Jednak nigdy o sobie nie zapominają bo nie da się wykreślić z serca tak głębokiego uczucia.
"Światło, które utraciliśmy" jest to powieść przepełniona emocjami i daje do myślenia, jak nasze decyzje mogą wpływać na resztę życia. Narracje prowadzi Lucy, wygląda to jak list, który pisze do Gabe'a. Czyta się to bardzo przyjemnie, Lucy bardzo dojrzale mówi o swoim życiu i uczuciach. Książka jest prosta, spokojna, ale w Lucy kłębi się tyle emocji, że nie sposób się oderwać. Jest to historia ogromnej miłości, która pozostaje w sercu do końca życia. Ich związek będzie miał wpływ na ich dalsze losy. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, na pewno nie jest to napisane według schematu romansu, jaki już znacie. Myślę, że bardzo urzekła mnie ta książka bo znalazłam w niej cząstkę siebie i długo jej nie zapomnę.


Zuzanna Bijoch "Modelka"

Zuzanna Bijoch "Modelka"

Krótki opis książki:
Książka ta jest bardziej szczera niż jakikolwiek udzielony przeze mnie wywiad. Będziesz świadkiem rozmów i sytuacji, które odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Zobaczysz, jak naprawdę wygląda praca modelki, ile pieniędzy się zarabia i od kogo to zależy. Co trzeba zrobić, żeby odnieść sukces, a o co pozostaje się modlić. Wbrew powszechnej opinii wcale nie musisz być miła, grzeczna i pracować najciężej ze wszystkich, bo dobre uczennice chodzą po tych samych wybiegach co dziewczyny, które rzuciły szkołę. Przyda ci się natomiast silny charakter, wyczucie, spryt i nieprzyzwoite poczucie humoru. Jak w każdej grze – żeby grać, musisz rozumieć jej zasady. Znać hierarchię figur i przypisany do nich ruch.



"Modelka" to lekka i bardzo wartościowa opowieść o życiu top modelki. Wielu wydaje się, że ich praca jest prosta, wystarczy, że przejdą się po wybiegu albo staną na chwilę przed obiektywem. Ale droga na szczyt jest bardzo długa i wyboista. Zanim modelka trafi na okładkę magazynu albo na wybieg znanego projektanta musi przejść wiele castingów. 
Zuzanna Bijoch w bardzo przyjemny sposób opisała jak wygląda życie na szczycie, ale też jak się tam dostać. Myślałam, że jest to autobiografia samej Zuzanny, ale stworzyła ona historię w której do końca nie wiadomo czy są to jej przeżycia czy po prostu fikcja literacka. Chociaż autorka zapewnia, że wszystko co opisała wydarzyło się naprawdę. 
Główną bohaterką "Modelki" jest Sara. Jej kariera rozpoczęła się od artykułu w kolorowym magazynie. Wracając z wakacji przeczytała ogłoszenie znanej agencji, która poszukuje modelek. Sara postanowiła wysłać swoje zdjęcia i po pewnym czasie jedzie do Warszawy na próbne zdjęcia. Jako nastolatka nawiązuje współpracę z bardzo dużą agencją. Początkowo jej karierą kierują rodzice, którzy dokładają wszelkich starań żeby Sara pozostała normalną dziewczyną. Dbają o jej edukacje i nie chcą dopuścić żeby kariera zajęła pierwsze miejsce w jej życiu. Kiedy Sara jest pełnoletnia sama zaczyna podejmować decyzje i postanawia zawodowo zająć się modelingiem. Rzuca się na głęboką wodę, a jej kariera nabiera tempa. Tak jak już pisałam, nie jest to łatwa droga, czeka ją wiele rozczarowań. Nie jest to zawód dla osób słabych, ale Sara potrafi obrócić swoje porażki w ogromne sukcesy. Życie modelki to też podróże po całym świecie, bankiety, pojawianie się w odpowiednich miejscach. Ciężko nie zwariować w tym świecie, a naszej głównej bohaterce bardzo dobrze się to udaje. Jak sama pisze: "W świecie zbudowanym z pozorów nic nie jest takie jak się wydaje". Zuzanna Bijoch przedstawia też prywatne życie modelek, związki, relacje rodzinne. Jak ciężko czasami się odnaleźć kilkaset kilometrów od domu. 
Następnym razem, kiedy spojrzę na piękne zdjęcia na okładkach kolorowych magazynów, na pewno pomyślę sobie jak wiele pracy i poświęceń stoi za tym jednym ujęciem. Książkę przeczytałam bardzo szybko, mimo, że moda nie jest moim zainteresowaniem. Ale to nie tylko opowieść o modzie, ale o wytrwałości i dążeniu do celu. I co najważniejsze, o tym aby zawsze pozostać sobą, cokolwiek by się wokół nas nie działo. Sięgnijcie po "Modelkę", przyjemna lektura :)



Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia pod Amorem. Ciastko z wróżbą"

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia pod Amorem. Ciastko z wróżbą"

Krótki opis książki:
Sierpień 2016 roku. Trwają Dni Gutowa. W konkursie na Ciastko Roku bierze udział cukiernia Pod Amorem. Tym razem projektodawcą i autorem receptury jest Zbyszek, syn Waldemara Hrycia. Mimo wahań ze strony ojca to właśnie jego pomysłowe ciastko z wróżbą ma być wystawione do konkursu. 
Waldemar i Helena martwią się nie tylko o debiut zawodowy Zbyszka, lecz także o jego nowy związek z nieznaną dziewczyną. 
Złymi przeczuciami napawa ich również zapowiedziana wizyta prawniczki z Nowego Jorku - Moniki Grochowskiej-Adams, zatrudnionej przez spadkobierców przedwojennych właścicieli cukierni. 
Podczas obchodów Monika Grochowska-Adams nieoczekiwanie spotyka dawną przyjaciółkę, Tessę Steinmeyer. Obie panie, dziś już pod siedemdziesiątkę, to kobiety sukcesu, wracają jednak tu, gdzie upłynęło ich dzieciństwo. To spotkanie nie jest przypadkowe. Tessa, poważnie chora, przyjeżdża do Gutowa, aby załatwić niedokończone przed laty sprawy…


Kilka lat temu niesamowicie wciągnęła mnie seria pt. "Cukiernia pod Amorem". Przeczytałam trzy tomy, jeden po drugim i nie spodziewałam się, że autorka zdecyduje się na kontynuację. Dlatego ucieszyłam się, kiedy przypadkiem zobaczyłam "Ciastko z wróżbą". Długo nie musiałam się zastanawiać nad zakupem tej książki, a sama lektura to była czysta przyjemność. Jeżeli nie czytaliście poprzednich tomów, nic nie stoi na przeszkodzie bo ta powieść, mimo drobnych nawiązań do poprzedniej serii, jest zupełnie nową historią.
Co jest tak urzekającego w tych książkach? Historia pełna tajemnic, zwaśnionych rodzin, niedopowiedzeń i przeplatanie przeszłości z teraźniejszością. Akcja dzieje się w Gutowie, małym, klimatycznym miasteczku, gdzie na rynku mieści się Cukiernia pod Amorem. Miejsce to istnieje już od wielu lat, miało różnych właścicieli i różne nazwy, jednak już od dłuższego czasu jest w posiadaniu rodziny Hryciów. Poprzednia seria opowiada o powstaniu tego miejsca i o kilku rodzinach zamieszkujących w Gutowie i okolicach. A uwierzcie mi, że to nie była prosta historia. "Ciastko z wróżbą" zaczyna się już kilka lat później, pan Hryć wprowadza w prowadzenie cukierni swojego syna. Młody chłopak jest pełen energii i nowych pomysłów, jednak miłość do Martyny zakłóca mu trzeźwe myślenie. Zbliżają się dni Gutowa, a co za tym idzie, konkurs na najlepsze ciastko. Młody Hryć wpada na pomysł, który nieszczególnie podoba się rodzinie, ale ufają mu i nie odwodzą go od jego autorskiego projektu. Dni Gutowa sprowadzają do miasteczka wiele jego dawnych mieszkańców. Ale nie każdy z nich ma czyste intencje. Niektórzy odnajdą swoich przyjaciół po latach, a niektórzy będą chcieli rozliczyć się z przeszłością. Niech nie zrazi was początkowo duża ilość bohaterów. Z czasem wszystko zaczyna się układać w głowie czytelnika. Bardzo się cieszę, że ta książka to tylko wstęp do nowej serii. "Ciastko z wróżbą" zaintryguje Was, będziecie chcieli poznać tajemnice głównych bohaterów. Jednak ta część to tylko przedsmak tego co czeka nas w następnych tomach. Nie mam wątpliwości, że po nie sięgnę. Moim zdaniem autorka dobrze utrzymała poziom książki, bazuje na sprawdzonym schemacie z poprzedniej serii. Historie z przeszłości przeplata z teraźniejszością, jednak jest to zupełnie nowa opowieść. Serdecznie Wam polecam i czekam na kolejny tom :)


Jojo Moyes "Dziewczyna, którą kochałeś"

Jojo Moyes "Dziewczyna, którą kochałeś"

Krótki opis książki:
W życiu Liv nic nie poszło zgodnie z planem. Zamiast cieszyć się miłością męża i myśleć o przyszłości, została sama. Jedyne, na co ma ochotę, to wejść pod kołdrę i już nigdy nie wyściubiać spod niej nosa. Wypić o jeden kieliszek wina za dużo i zapomnieć o mailach od komornika i mężczyźnie, który miał być spełnieniem marzeń, a zniknął bez słowa. Jedyne, co pomaga jej przetrwać, to portret dziewczyny, zaręczynowy prezent. Najcenniejsza rzecz, jaką ma. Kiedy ktoś chce jej go odebrać, Liv zaczyna walczyć.    O obraz i o siebie. Podobno można łamać zasady, jeśli się kocha…


Sięgając po "Dziewczynę, którą kochałeś" spodziewałam się przyjemnego romansu na długi jesienny wieczór. Jednak ta książka absolutnie mnie oczarowała. Autorka ma cudowne pióro i stworzyła historię od której nie sposób się oderwać. Powieść przeplata dwie historie, które spójnie się łączą. Jedna z nich rozpoczyna się w czasie I Wojny Światowej, a druga dzieje się w obecnych czasach. Co może je łączyć? 
Jest to "Dziewczyna, którą kochałeś", która w rzeczywistości jest tytułem obrazu. Przedstawia on młodą kobietę o imieniu Sophie, portret powstał na początku XX wieku i został namalowany przez jej męża. W książce jest wiele opisów tego obrazu i pewnie każdy czytelnik będzie go sobie wyobrażał na swój sposób. Na pewno namalowany został wyrazistymi kolorami, a na twarzy kobiety maluje się wiele emocji. Dzieło wprawia w zachwyt i zadumę wiele osób. Książka rozpoczyna się historią Sophie, która żyje w małej francuskiej wiosce. Akcja toczy się w czasie I Wojny Światowej dlatego wioska jest pod okupacją niemiecką. Ta część książki jest bardzo ciekawa, z resztą bardzo lubię takie wątki historyczne. Myślę też, że postać Sophie została świetnie stworzona przez Moyes bo jest to kobieta z charakterem, która wykazuje się wielką odwagą. "Dziewczyna, którą kochałeś" wisi w barze prowadzonym przez nią i jej siostrę. Spoglądając na obraz, Sophie przypomina sobie jaką kiedyś była kobietą, kiedy jeszcze żyła szczęśliwie ze swoim mężem w Paryżu. Ta historia o Sophie przeplata się z historią kolejnej młodej kobiety, Liv. Ta bohaterka żyje w XXI wieku, a łączy je to, że obecnie "Dziewczyna, którą kochałeś" jest w posiadaniu Liv. I teraz to dla niej ma ogromne znaczenie. Otrzymała go od swojego męża i przypomina jej kobietę, jaką przy nim była. 
Przez 100 lat obraz przebył długą drogę, a co dokładnie się z nim działo? Dowiecie się, sięgając po tę książkę. Poza historią samego obrazu poznacie dwie niezwykłe i zdeterminowane kobiety, którą poświęcą wszystko aby osiągnąć swój cel. Książkę czyta się szybo i przyjemnie, a przeplatanie różnych czasów nadaje jej tajemniczości. Do ostatnich stron trzyma w napięciu. Moyes powoli odkrywa przed czytelnikiem historię "Dziewczyny, którą kochałeś". Jak dla mnie to jedna z lepszych książek tej autorki. Lektura obowiązkowa dla każdego fana Moyes i klimatycznych historii o miłości. 







B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami"

B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami"


Jack i Grace wydają się świetnie do siebie pasować. Każdy z nas zna taką parę. On jest przystojny i bogaty, ona – urocza i inteligentna. Nie mógłbyś ich nie lubić, nawet gdybyś chciał. Z przyjemnością poznałbyś Grace bliżej, ale okazuje się to niemożliwe, bo ona i Jack są właściwie nierozłączni. Ktoś powiedziałby, że to prawdziwa miłość. Ktoś inny mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotuje takie wymyślne potrawy i w ogóle nie tyje? Szczęściara? Możliwe. Tylko po co im w oknach kraty?

Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?


Ta książka dosyć długo czekała na swoją kolej. Jednak coraz więcej pozytywnych opinii na temat tej powieści sprawiło, że postanowiłam ją przeczytać. Po opisie nastawiłam się na historię o mężu, który w domowym zaciszu bije swoją żonę, a wśród ludzi jest szanowanym człowiekiem. Takie można snuć domysły, jednak to co działo się za zamkniętymi drzwiami potrafi zaskoczyć.
Grace to niezależna młoda kobieta, której głównym celem w życiu jest opieka nad siostrą. Poświęca jej swój wolny czas, bardzo się o nią troszczy, ponieważ siostra ma zespół Downa. Pewnego dnia Grace zabiera siostrę do parku, gdzie poznaje Jacka. Nie może uwierzyć, że taki mężczyzna zwrócił na nią uwagę, jest bardzo przystojny, a na dodatek jest sławnym prawnikiem. Jest znany z tego, że nie przegrał żadnej sprawy. Na dodatek nazywa się Angel, co ma ukazywać jak dobrym jest człowiekiem. Od początku znajomości bardzo troszczy się o Grace i jej siostrę Millie. Planuje ich wspólną przyszłość, kupuje psa, dba o to aby niczego im nie brakowało. W towarzystwie jest bardzo szanowany i czarujący, co sprawia, że każdy bardzo go lubi. Dzięki temu zdobywa zaufanie Grace i po pewnym czasie zostają małżeństwem. I właśnie wtedy całe życie kobiety, wywraca się do góry nogami. Miała żyć jak w bajce i nigdy niczego miało jej nie brakować, jednak Jack szybko sprowadza ją na ziemię. Kiedy spostrzega się, że popełniła największy błąd w swoim życiu, jest już za późno. Traci swoją wolność, którą za wszelką cenę będzie próbowała odzyskać. 
Moim zdaniem ciekawy pomysł na powieść, czułam niepokój, czytając to co przechodzi główna bohaterka. Poza tym czytając tę książkę, gdzieś z tyłu głowy wciąż towarzyszyła mi myśl, jak bardzo się cieszę, że nikt nie ogranicza mojej wolności. I wciąż zastanawiałam się jak postąpiłabym na miejscu Grace. Chociaż to co się wydarzyło jest dla mnie mało prawdopodobne, historia momentami była mocno naciągana. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że coś takiego może kogoś spotkać naprawdę. Pewnie wiele związków ma swoje tajemnice, jednak takie coś prędzej czy później wyszłoby na jaw. Główny bohater miał wszystko idealnie zaplanowane, aż za bardzo jak na mój gust. Co nie zmienia faktu, że książkę czyta się szybko, rozdziały są podzielone na przeszłość i teraźniejszość. Dzięki temu chcemy się dowiedzieć dlaczego doszło do tego wszystkiego i jak to się skończyło. Na długie jesienne wieczory będzie to lektura idealna. 

Colleen Hoover "Confess"

Colleen Hoover "Confess"

Krótki opis książki:
Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...



Jestem wielką fanką Colleen Hoover i jej twórczości, zawsze z przyjemnością sięgam po jej książki. Powieści są przyjemne i pełne emocji, nie sposób się oderwać. Jednak przy tej książce było trochę inaczej. Początkowo nie mogłam wczuć się w jej klimat i bardzo ciężko mi się ją czytało. Z resztą zajęła mi o wiele więcej czasu niż poprzednie książki tej autorki. Jednak z czasem przekonałam się do niej i bardzo byłam ciekawa zakończenia.
Skąd wynikał mój początkowy dystans? Myślę, że to dlatego, że tym razem główni bohaterowie są po dużych przejściach. Są przepełnieni smutkiem, ale obydwoje próbują sobie z tym radzić. Auburn jako nastolatka straciła miłość swojego życia. Jako dorosła kobieta wciąż nie może się z tym pogodzić, ale stara się żyć normalnie. Ma swój cel i jest w stanie zrobić wszystko żeby go osiągnąć. Owen jest artystą, maluje obrazy na podstawie anonimowych wyznań, które pozostawiają mu ludzie. Niektóre wyznania były dla mnie naprawdę przerażające, a na dodatek autorka zaznaczyła, że wszystkie są prawdziwe. I myślę, że to jest najbardziej wstrząsające, jak wiele uczuć w sobie skrywamy. Owen przedstawia te wyznania na płótnie i raz w miesiącu otwiera swoją galerię. Kiedy potrzebuje pomocy przy sprzedaży swoich obrazów na jego drodze staje Auburn, która rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Dziewczyna nie wie, że spotykają się po raz drugi, ale Owen bardzo dobrze ją pamięta. I nie może uwierzyć, że ponownie spotyka dziewczynę. W jakich okolicznościach spotkali się kiedyś? Tego nie mogę wam zdradzić, a autorka trzyma nas w niepewności do ostatnich stron. Auburn i Owen od razu czują się przy sobie swobodnie, chociaż obydwoje są bardzo skryci. Mają swoje sekrety, które stoją na przeszkodzie ich dalszej znajomości. Owen uznaje nawet, że lepiej będzie jak więcej się nie spotkają.
Jak zwykle Hoover genialnie manipuluje emocjami czytelnika. Momentami ogromnie irytowało mnie postępowanie bohaterów, a za chwile próbowałam zrozumieć ich decyzje. "Confess" nie jest lekką młodzieżówką o której szybko się zapomina. Sprawdźcie koniecznie :)


Nicholas Sparks "Spójrz na mnie"

Nicholas Sparks "Spójrz na mnie"

Krótki opis książki:

Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Brak zainteresowania rodziców, dorastanie w szkołach wojskowych, potem problemy z agresją i zatargi z policją. Maria natomiast zawsze czuła wsparcie rodziny – jako mała dziewczynka, a także później, podczas studiów prawniczych i na początku kariery zawodowej. Pewnie trudno byłoby znaleźć dwie bardziej różniące się historie. I dwa tak niepodobne do siebie charaktery.

A jednak przeciwieństwa najwyraźniej się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Wszystko świetnie się zapowiada, dopóki ona nie zaczyna otrzymywać dziwnych wiadomości od anonimowego prześladowcy.



Nicholas Sparks to autor, którego chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Bardzo lubię jego powieści, mają w sobie coś co sprawia, że ciężko się od nich oderwać.Tak też jest w przypadku książki "Spójrz na mnie". Jeżeli szukacie dobrego romansu, z nutką kryminalną to to będzie dobry wybór. 
Główna bohaterka, Maria, prowadzi spokojne życie, pracuje w dużej firmie, rozwija swoją karierę, a wolny czas spędza ze swoją rodziną, która prowadzi restaurację. Pewnego wieczoru, w drodze do domu łapie gumę, a pomoc przy zmianie koła oferuje jej przejeżdżający chłopak. Maria nie jest przekonana czy chce jego pomocy, przeraża ją jego poobijana twarz, ale nie ma innej możliwości. Chłopak pomaga jej i odjeżdża, a Maria nie może przestać o nim myśleć. Ponownie spotykają się dzięki Serenie, która jest siostrą Marii,a zarazem jej najlepszą przyjaciółką. Dziewczyna poznaje bliżej Collina, który intryguje ją coraz bardziej. Najbardziej urzeka ją jego szczerość, chłopak nie ukrywa swojej trudnej przeszłości. Wyznaje dziewczynie jakie ma problemy, a Maria mimo to, dalej chce kontynuować znajomość. Ale na drodze do ich szczęścia staje cichy prześladowca, który chce skrzywdzić dziewczynę. Początkowo wydaje się on niegroźny, jednak z czasem jego działania stają się niebezpieczne. Czy uda jej się odkryć, kto chce zniszczyć życie Marii? I jak w tej trudnej sytuacji odnajdzie się Collin?
Moim zdaniem wątek kryminalny został dobrze skonstruowany, do ostatnich stron ciężko wskazać prześladowcę. Do tego wątek miłosny, który Sparks potrafi przedstawić doskonale i powstaje trzymająca w napięciu, przyjemna książka. Polecam!


Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

 Krótki opis książki:

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…

Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. 

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.



"Tysiąc pocałunków" to książka, którą przeczytałam w jeden dzień. Nie mogłam się oderwać od tej historii. Chociaż wydaje się, że jest to powieść dla nastolatków, a historia jest banalna, nie sposób odłożyć tej książki choć na chwilę. Bardzo urzekła mnie ta historia, mimo, że była dosyć przewidywalna. Ale czasami potrzebujemy właśnie takiej książki, która chwyta za serce, mimo, że i tak jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy, a to dzięki lekkości pióra Tillie Cole.
Poppy i Rune są sąsiadami, poznają się jako dzieci, ale połączy ich wyjątkowa więź. Z wiekiem przyjaźń zaczyna przeradzać się w uczucie, które ma trwać wiecznie. Wszystko jednak się zmienia kiedy Rune musi wrócić ze swoją rodziną do Norwegii. Świat nastolatków rozpada się, ciężko im się pogodzić z rozłąką. Początkowo utrzymują kontakt, jednak z czasem Poppy przestaje odpowiadać na wiadomości, nikt nie wie co stało się z dziewczyną. Rune stracił swoją bratnią duszę i to zmienia do nie do poznania. Gdy po dwóch latach wraca do Stanów, jest przepełniony nienawiścią i gniewem. Nikt z dawnych znajomych nie poznaje chłopaka, nawet jego rodzina nie wie jak do niego dotrzeć. Jednak Rune pod twardą skorupą nadal czuje coś do Poppy i pragnie dowiedzieć się co się dzieje z dziewczyną. Kiedy odkryje prawdę jego jedynym celem jest spełnić marzenie dziewczyny. 1000 niezapomnianych pocałunków, zapisanych na karteczkach, czy im się uda?
Autorka stworzyła wyjątkowy klimat, dzięki czemu ta prosta historia jest wyjątkowa. Opowieść o nastoletniej miłości, która miała trwać wiecznie. Jeżeli łatwo się wzruszacie to koniecznie przygotujcie sobie paczkę chusteczek! Książka przepełniona jest emocjami, które mocno was poruszą. Myślę, że wszystkim fanom Kim Holden i Colleen Hoover książka przypadnie do gustu.


Remigiusz Mróz "Oskarżenie"

Remigiusz Mróz "Oskarżenie"


Krótki opis książki:
Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia.

Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi…
Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim...




Z wielką niecierpliwością czekałam na "Oskarżenie". Po tym jak skończyłam czytać "Inwigilację", która skończyła się dramatycznie, trochę nie mogłam sobie znaleźć miejsca i byłam ciekawa co wydarzy się dalej. Z resztą po każdym poprzednim tomie, nie mogłam się powstrzymać aby nie sięgnąć od razu po kolejny. Czy tym razem też będę wyczekiwała w napięciu kolejnej książki? Bo przypuszczam, że pewnie powstanie.

No więc tym razem mam dosyć mieszane uczucia. Powiedziałabym nawet, że Mróz miażdży czytelnika natłokiem przykrych wydarzeń. I chwilami sobie myślałam, że mam tego już dość. Ale chyba o to właśnie panu Mrozowi chodzi, żeby wywoływać w czytelniku skrajne emocje i trzeba przyznać, że wychodzi mu to bardzo dobrze. Oczywiście w książce jest to na co każdy z nas czekał, czyli kolejna sprawa, która z pozoru wydaje się oczywista, a tak naprawdę, jest wielowątkowa i pełna niespodziewanych zwrotów. Akcja dzieje się szybko, lektura trzyma w napięciu, rozdziały kończą się tak, że trzeba od razu rozpocząć kolejny. W przeciwnym razie nie będziecie mogli spokojnie spać. Ja nie mogłam się od niej oderwać, mimo że złość na Mroza we mnie rosła. Nie brakuje również zabawnych dialogów między Chyłką, a Zordonem oraz jej ciętych uwag wobec innych. Tak więc jak widzicie, wszystko co najlepsze zostało zachowane. Co więc tak mnie zdenerwowało?

Ciąg przykrych wydarzeń, jaki spadł na głównych bohaterów w tym tomie, przebija chyba wszystkie poprzednie. I rozumiem, że to nadaje dramatyzmu i stwarza napięcie, ale czasami mogłoby się im przytrafić coś pozytywnego. I tego mi właśnie zabrakło w tym tomie, dlatego obawiam się co będzie dalej. Z pewnością sięgnę po kolejną część jeśli taka się ukaże, chociażby ze względu na dobre strony tych książek. Ale po cichu liczę na to, że Chyłkę i Zordona spotka w końcu coś dobrego. A jakie jest wasze zdanie?


Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Autor: Abbi Waxman
Tytuł: Ogród małych kroków
Wydawnictwo: Otwarte


Dawno nie widziałam tak przepięknej okładki, nie można od niej oderwać oczu, a zdjęcia z tą książką wychodzą fantastycznie! Dlatego nie mogłam przejść obojętnie koło takiego wydania, musiałam sprawdzić, czy wnętrze jest równie piękne. 
Początkowo nie mogłam się wczuć w styl pisania Abbi Waxman, jednak już po kilku rozdziałach to uczucie minęło. Historia jest lekka, pełna humoru i jest to miła lektura na jesienne wieczory. Faktycznie jest kwitnąca optymizmem, mimo smutnej przeszłości głównej bohaterki, daje nadzieję na to, że czas leczy rany. Lily straciła męża w wypadku samochodowym, mijają trzy lata od tego wydarzenia, kobieta wychodzi już na prostą i dobrze sobie radzi. Jednak w głębi serca, cały czas tęskni za swoim mężem. Pracuje w wydawnictwie jako ilustratorka, wychowuje dwie córki i często spędza czas ze swoją siostrą, która szuka idealnego kandydata na swojego partnera. W ramach nowego projektu w pracy, zostaje wysłana na kurs ogrodnictwa aby zapoznać się z prowadzeniem domowego ogródka. Ma jej to pomóc przy ilustrowaniu poradnika ogrodniczego. Lily chętnie wybiera się na kurs i zabiera ze sobą córki i siostrę. Nie zdaje sobie sprawy, że sobotnie przedpołudnia tak odmienią jej życie. Kurs da jej dużo więcej niż wiedzę na temat pielęgnacji roślin. Lily pozna wiele cudownych osób, które pomogą jej się zmierzyć z przykrymi wydarzeniami z przeszłości. Mimo, że są to ludzie w różnym wieku o skrajnych poglądach, na kursie zrodzą się wieloletnie przyjaźnie.
Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę. Trudny temat, jakim jest radzenie sobie ze stratą kogoś bliskiego, połączone z pielęgnacją roślin w ogrodzie. Każdy rozdział rozpoczyna się poradami na temat danej rośliny, po takim poradniku, nawet ja mogłabym zacząć sadzić roślinki. Podczas czytania, nie raz pojawił się uśmiech na mojej twarzy, przyjemna lektura z którą można się relaksować. Myślę, że mógłby powstać całkiem zabawny film na podstawie tej historii. Piękna okładka i cudowne wnętrze, sprawdźcie sami :)




Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy"

Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy"

Krótki opis książki:

Kiedy po rutynowym zabiegu umiera noworodek, ojciec dziecka oskarża o morderstwo afroamerykańską pielęgniarkę. Ani ona, ani jej prawniczka, ani ojciec zmarłego chłopczyka nie mają pojęcia, że ta śmierć odmieni ich życie w sposób, którego żadne z nich nie było w stanie przewidzieć. 
W „Małych wielkich rzeczach” Picoult opowiada o władzy i uprzedzeniach, o tym, co nas dzieli i łączy. To powieść o objawieniach, które przychodzą z niespodziewanej strony. Jodi Picoult bierze na warsztat uprzedzenia rasowe, przywileje, sprawiedliwość oraz współczucie – i swoim zwyczajem nie podsuwa łatwych odpowiedzi. Z wnikliwością, szczerością i empatią maluje obraz rzeczywistości, z którą mamy do czynienia na co dzień i której często nie przyjmujemy do wiadomości. „Małe wielkie rzeczy” to kawał dobrej literatury spod pióra autorki, która zna się na swoim fachu.





Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jodi Picoult. Zdecydowanie nie będzie ostatnie, książka przypadła mi do gustu i jestem ciekawa innych powieści tej autorki. Jodi ma lekkie pióro, mimo że książka dotyczyła poważnego problemu, czytało się ją bardzo szybko i przyjemnie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jaki sposób autorka poruszyła temat rasizmu. Historia, którą stworzyła, pokazuje, że nic nie jest czarne albo białe. Ruth jest położną z ogromnym doświadczeniem, jednak jeden z ojców noworodka nie życzy sobie aby opiekowała się jego synem. A wszystko przez to, że kobieta jest Afroamerykanką. Zgłasza sprawę oddziałowej, która odsuwa Ruth od dziecka. Jednak w wyniku zamieszania na oddziale, chłopiec zostaje na chwilę pod opieką Ruth i właśnie wtedy przestaje oddychać. Kobieta musi dokonać wyboru, pomóc dziecku, czy zastosować się do polecenia oddziałowej. Mimo wszystko dziecka nie udaje się uratować, a ojciec obwinia Ruth, pragnie zemsty.
Narracja przebiega z trzech perspektyw, położnej Ruth, ojca zmarłego dziecka Turka oraz Kennedy, prawniczki, która broni Ruth. Lubię taki rodzaj przedstawienia historii, to daje szerszy punkt widzenia czytelnikowi i skłania do refleksji. Powieść wzbudza wiele emocji, współczucie, złość, oburzenie. Każdy z głównych bohaterów musi odnaleźć się w tej trudnej sytuacji. Ruth, chce udowodnić, że Afroamerykanie cały czas są ofiarami rasizmu i nigdy nie będą traktowani na równi z białymi. Ojciec dziecka próbuje pogodzić się ze stratą syna i pomścić jego śmierć. Natomiast Kennedy, prawniczka Ruth, bardzo angażuje się w sprawę i chce udowodnić samej sobie, że wszyscy są traktowani równo. Historia nie jest oczywista, każda z tych osób przeżywa trudne chwile, a cała ta sytuacja odmieni ich życie, już na zawsze. Bardzo ciekawe zakończenie, a książka daje do myślenia, aby zawsze szanować drugiego człowieka.
"Małe wielkie rzeczy" to naprawdę bardzo wartościowa powieść po którą koniecznie sięgnijcie. Bardzo mnie zachęciła aby poznać inne powieści Jodi Picoult.

A jeżeli czytaliście i również wam się podobała to polecam książkę o podobnej tematyce, którą również mogę wam polecić - "Służące" Kathryn Stockett.


Copyright © 2016 Czytula - I'm a book lover , Blogger