Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

Tillie Cole "Tysiąc pocałunków"

 Krótki opis książki:

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…

Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. 

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.



"Tysiąc pocałunków" to książka, którą przeczytałam w jeden dzień. Nie mogłam się oderwać od tej historii. Chociaż wydaje się, że jest to powieść dla nastolatków, a historia jest banalna, nie sposób odłożyć tej książki choć na chwilę. Bardzo urzekła mnie ta historia, mimo, że była dosyć przewidywalna. Ale czasami potrzebujemy właśnie takiej książki, która chwyta za serce, mimo, że i tak jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy, a to dzięki lekkości pióra Tillie Cole.
Poppy i Rune są sąsiadami, poznają się jako dzieci, ale połączy ich wyjątkowa więź. Z wiekiem przyjaźń zaczyna przeradzać się w uczucie, które ma trwać wiecznie. Wszystko jednak się zmienia kiedy Rune musi wrócić ze swoją rodziną do Norwegii. Świat nastolatków rozpada się, ciężko im się pogodzić z rozłąką. Początkowo utrzymują kontakt, jednak z czasem Poppy przestaje odpowiadać na wiadomości, nikt nie wie co stało się z dziewczyną. Rune stracił swoją bratnią duszę i to zmienia do nie do poznania. Gdy po dwóch latach wraca do Stanów, jest przepełniony nienawiścią i gniewem. Nikt z dawnych znajomych nie poznaje chłopaka, nawet jego rodzina nie wie jak do niego dotrzeć. Jednak Rune pod twardą skorupą nadal czuje coś do Poppy i pragnie dowiedzieć się co się dzieje z dziewczyną. Kiedy odkryje prawdę jego jedynym celem jest spełnić marzenie dziewczyny. 1000 niezapomnianych pocałunków, zapisanych na karteczkach, czy im się uda?
Autorka stworzyła wyjątkowy klimat, dzięki czemu ta prosta historia jest wyjątkowa. Opowieść o nastoletniej miłości, która miała trwać wiecznie. Jeżeli łatwo się wzruszacie to koniecznie przygotujcie sobie paczkę chusteczek! Książka przepełniona jest emocjami, które mocno was poruszą. Myślę, że wszystkim fanom Kim Holden i Colleen Hoover książka przypadnie do gustu.


Remigiusz Mróz "Oskarżenie"

Remigiusz Mróz "Oskarżenie"


Krótki opis książki:
Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia.

Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi…
Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim...




Z wielką niecierpliwością czekałam na "Oskarżenie". Po tym jak skończyłam czytać "Inwigilację", która skończyła się dramatycznie, trochę nie mogłam sobie znaleźć miejsca i byłam ciekawa co wydarzy się dalej. Z resztą po każdym poprzednim tomie, nie mogłam się powstrzymać aby nie sięgnąć od razu po kolejny. Czy tym razem też będę wyczekiwała w napięciu kolejnej książki? Bo przypuszczam, że pewnie powstanie.

No więc tym razem mam dosyć mieszane uczucia. Powiedziałabym nawet, że Mróz miażdży czytelnika natłokiem przykrych wydarzeń. I chwilami sobie myślałam, że mam tego już dość. Ale chyba o to właśnie panu Mrozowi chodzi, żeby wywoływać w czytelniku skrajne emocje i trzeba przyznać, że wychodzi mu to bardzo dobrze. Oczywiście w książce jest to na co każdy z nas czekał, czyli kolejna sprawa, która z pozoru wydaje się oczywista, a tak naprawdę, jest wielowątkowa i pełna niespodziewanych zwrotów. Akcja dzieje się szybko, lektura trzyma w napięciu, rozdziały kończą się tak, że trzeba od razu rozpocząć kolejny. W przeciwnym razie nie będziecie mogli spokojnie spać. Ja nie mogłam się od niej oderwać, mimo że złość na Mroza we mnie rosła. Nie brakuje również zabawnych dialogów między Chyłką, a Zordonem oraz jej ciętych uwag wobec innych. Tak więc jak widzicie, wszystko co najlepsze zostało zachowane. Co więc tak mnie zdenerwowało?

Ciąg przykrych wydarzeń, jaki spadł na głównych bohaterów w tym tomie, przebija chyba wszystkie poprzednie. I rozumiem, że to nadaje dramatyzmu i stwarza napięcie, ale czasami mogłoby się im przytrafić coś pozytywnego. I tego mi właśnie zabrakło w tym tomie, dlatego obawiam się co będzie dalej. Z pewnością sięgnę po kolejną część jeśli taka się ukaże, chociażby ze względu na dobre strony tych książek. Ale po cichu liczę na to, że Chyłkę i Zordona spotka w końcu coś dobrego. A jakie jest wasze zdanie?


Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Abbi Waxman "Ogród małych kroków"

Autor: Abbi Waxman
Tytuł: Ogród małych kroków
Wydawnictwo: Otwarte


Dawno nie widziałam tak przepięknej okładki, nie można od niej oderwać oczu, a zdjęcia z tą książką wychodzą fantastycznie! Dlatego nie mogłam przejść obojętnie koło takiego wydania, musiałam sprawdzić, czy wnętrze jest równie piękne. 
Początkowo nie mogłam się wczuć w styl pisania Abbi Waxman, jednak już po kilku rozdziałach to uczucie minęło. Historia jest lekka, pełna humoru i jest to miła lektura na jesienne wieczory. Faktycznie jest kwitnąca optymizmem, mimo smutnej przeszłości głównej bohaterki, daje nadzieję na to, że czas leczy rany. Lily straciła męża w wypadku samochodowym, mijają trzy lata od tego wydarzenia, kobieta wychodzi już na prostą i dobrze sobie radzi. Jednak w głębi serca, cały czas tęskni za swoim mężem. Pracuje w wydawnictwie jako ilustratorka, wychowuje dwie córki i często spędza czas ze swoją siostrą, która szuka idealnego kandydata na swojego partnera. W ramach nowego projektu w pracy, zostaje wysłana na kurs ogrodnictwa aby zapoznać się z prowadzeniem domowego ogródka. Ma jej to pomóc przy ilustrowaniu poradnika ogrodniczego. Lily chętnie wybiera się na kurs i zabiera ze sobą córki i siostrę. Nie zdaje sobie sprawy, że sobotnie przedpołudnia tak odmienią jej życie. Kurs da jej dużo więcej niż wiedzę na temat pielęgnacji roślin. Lily pozna wiele cudownych osób, które pomogą jej się zmierzyć z przykrymi wydarzeniami z przeszłości. Mimo, że są to ludzie w różnym wieku o skrajnych poglądach, na kursie zrodzą się wieloletnie przyjaźnie.
Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę. Trudny temat, jakim jest radzenie sobie ze stratą kogoś bliskiego, połączone z pielęgnacją roślin w ogrodzie. Każdy rozdział rozpoczyna się poradami na temat danej rośliny, po takim poradniku, nawet ja mogłabym zacząć sadzić roślinki. Podczas czytania, nie raz pojawił się uśmiech na mojej twarzy, przyjemna lektura z którą można się relaksować. Myślę, że mógłby powstać całkiem zabawny film na podstawie tej historii. Piękna okładka i cudowne wnętrze, sprawdźcie sami :)




Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy"

Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy"

Krótki opis książki:

Kiedy po rutynowym zabiegu umiera noworodek, ojciec dziecka oskarża o morderstwo afroamerykańską pielęgniarkę. Ani ona, ani jej prawniczka, ani ojciec zmarłego chłopczyka nie mają pojęcia, że ta śmierć odmieni ich życie w sposób, którego żadne z nich nie było w stanie przewidzieć. 
W „Małych wielkich rzeczach” Picoult opowiada o władzy i uprzedzeniach, o tym, co nas dzieli i łączy. To powieść o objawieniach, które przychodzą z niespodziewanej strony. Jodi Picoult bierze na warsztat uprzedzenia rasowe, przywileje, sprawiedliwość oraz współczucie – i swoim zwyczajem nie podsuwa łatwych odpowiedzi. Z wnikliwością, szczerością i empatią maluje obraz rzeczywistości, z którą mamy do czynienia na co dzień i której często nie przyjmujemy do wiadomości. „Małe wielkie rzeczy” to kawał dobrej literatury spod pióra autorki, która zna się na swoim fachu.





Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jodi Picoult. Zdecydowanie nie będzie ostatnie, książka przypadła mi do gustu i jestem ciekawa innych powieści tej autorki. Jodi ma lekkie pióro, mimo że książka dotyczyła poważnego problemu, czytało się ją bardzo szybko i przyjemnie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jaki sposób autorka poruszyła temat rasizmu. Historia, którą stworzyła, pokazuje, że nic nie jest czarne albo białe. Ruth jest położną z ogromnym doświadczeniem, jednak jeden z ojców noworodka nie życzy sobie aby opiekowała się jego synem. A wszystko przez to, że kobieta jest Afroamerykanką. Zgłasza sprawę oddziałowej, która odsuwa Ruth od dziecka. Jednak w wyniku zamieszania na oddziale, chłopiec zostaje na chwilę pod opieką Ruth i właśnie wtedy przestaje oddychać. Kobieta musi dokonać wyboru, pomóc dziecku, czy zastosować się do polecenia oddziałowej. Mimo wszystko dziecka nie udaje się uratować, a ojciec obwinia Ruth, pragnie zemsty.
Narracja przebiega z trzech perspektyw, położnej Ruth, ojca zmarłego dziecka Turka oraz Kennedy, prawniczki, która broni Ruth. Lubię taki rodzaj przedstawienia historii, to daje szerszy punkt widzenia czytelnikowi i skłania do refleksji. Powieść wzbudza wiele emocji, współczucie, złość, oburzenie. Każdy z głównych bohaterów musi odnaleźć się w tej trudnej sytuacji. Ruth, chce udowodnić, że Afroamerykanie cały czas są ofiarami rasizmu i nigdy nie będą traktowani na równi z białymi. Ojciec dziecka próbuje pogodzić się ze stratą syna i pomścić jego śmierć. Natomiast Kennedy, prawniczka Ruth, bardzo angażuje się w sprawę i chce udowodnić samej sobie, że wszyscy są traktowani równo. Historia nie jest oczywista, każda z tych osób przeżywa trudne chwile, a cała ta sytuacja odmieni ich życie, już na zawsze. Bardzo ciekawe zakończenie, a książka daje do myślenia, aby zawsze szanować drugiego człowieka.
"Małe wielkie rzeczy" to naprawdę bardzo wartościowa powieść po którą koniecznie sięgnijcie. Bardzo mnie zachęciła aby poznać inne powieści Jodi Picoult.

A jeżeli czytaliście i również wam się podobała to polecam książkę o podobnej tematyce, którą również mogę wam polecić - "Służące" Kathryn Stockett.


Remigiusz Mróz "Inwigilacja"

Remigiusz Mróz "Inwigilacja"

Krótki opis książki:

Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem, i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna, on sam utrzymuje, że nie ma z zaginionym nic wspólnego.


Sytuację komplikuje fakt, że po przejściu na islam i powrocie do Polski mężczyzna znalazł się na celowniku służb. Gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny, zwraca się o pomoc do prawniczki, która niegdyś zasłynęła obroną pewnego Roma. 



Joanna Chyłka niechętnie podejmuje się sprawy. Słynie bowiem nie tylko z ciętego języka, ale także z niechęci do obcych. W dodatku nie jest przekonana, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu…





Śledząc mojego bloga, nie sposób zauważyć, że jestem wielką fanką Mroza, a w szczególności tej serii. Nie bez powodu tak późno czytałam "Inwigilację". Wiedziałam, że książka skończy się tak, że ciężko będzie wytrzymać do kolejnego tomu. I się nie pomyliłam, po tej części zdecydowanie będziecie mieli kaca książkowego, ale na szczęście premiera "Oskarżenia" coraz bliżej.
Chyłka podejmuje się obrony mężczyzny podejrzanego o planowanie zamachu w centrum Warszawy. Sprawa jest bardzo kontrowersyjna, ponieważ jest to Polak, który zaginął w Egipcie, kilka lat wcześniej. Chyłka angażuje się w sprawę, ponieważ zależy jej na odbudowaniu swojej reputacji. Zrywa z nałogami i chociaż robi to niechętnie, zaczyna o siebie dbać. Sprawa jak zwykle okazuje się bardzo skomplikowana i wielowątkowa, a wiele tropów okazuje się ślepą uliczką. Pojawiają się wątpliwości czy klient jest niewinny, czy może faktycznie planował zamach. Dla Joanny nie ma to znaczenia, zależy jej tylko na wygraniu tej sprawy. Dlatego musi jak najwięcej dowiedzieć się o oskarżonym i razem z Zordonem prowadzą śledztwo na własną rękę. Komuś jednak bardzo zależy, żeby nie odkryli prawdy. Oryński, który powinien przygotowywać się do egzaminu aplikacyjnego, pomaga Joannie w odkryciu prawdy. 
Temat zamachu terrorystycznego jest bardzo na czasie. Patrząc na to co dzieje się w Europie, możemy spodziewać się wszystkiego. Chyłka staje się wrogiem publicznym, ponieważ ludzie już wydali wyrok i nie potrafią zrozumieć, jak można bronić terrorysty. W książce poruszony też został temat inwigilacji i tego jak każdy z nas może być pod lupą służb, nie zdając sobie z tego sprawy. Muszę przyznać, że będzie to chyba moja ulubiona część tej serii, jak do tej pory. Historia mocno trzyma w napięciu, a czyta się ją szybko i przyjemnie. Czytelnicy po raz kolejny mogą nacieszyć się ostrym językiem Chyłki oraz relacją między prawniczką a jej podopiecznym. Chyba każdy zastanawia się czy w końcu coś wydarzy się między tą dwójką. A na zakończenie wydarzenie, przez które z niecierpliwością odliczam do premiery "Oskarżenia". Polecam serdecznie!




Kim Holden "Franco"

Kim Holden "Franco"

Krótki opis książki:

Franco Genovese jest perkusistą w światowej sławy amerykańskim zespole Rook. Chłopak ma wszystko. Zabójczy uśmiech, tatuaże, talent, ostry dowcip. A przy tym wszystkim serce ze złota. 

Wiedzie dobre, stabilne, nieskomplikowane życie.
Jednak wieczór spędzony w niepozornym barze w Los Angeles wszystko to zmienia.
Do jego świata wkracza Gemma Hendricks.
Pochodząca z północnej Anglii, odnosząca sukcesy młoda pani architekt. Właścicielka uroczego uśmiechu, ciętego języka i nad wyraz ufnego serca.
Natychmiast coś ich do siebie przyciąga.
Gemma i Franco z miejsca się zaprzyjaźniają.
Ich znajomość nie potrwa długo, ponieważ kiedy za kilka dni wrócą do domów, rozdzielą ich tysiące kilometrów.
A może coś się zmieni?
Gemma ma pewne bliskie sercu marzenie.
Gdy Franco postanowi pomóc dziewczynie w spełnieniu go, wszystko może wywrócić się do góry nogami.
Czy ich przyjaźń będzie miała szansę przerodzić się w miłość? A może wszystko pójdzie w zapomnienie?



Wszystkim fanom "Promyczka" chyba nie muszę przedstawiać tej książki. To obowiązkowa pozycja dla każdego, kto pokochał Kate i Gusa. Kiedy dowiedziałam się o wydaniu "Franco", niecierpliwie wyczekiwałam premiery. Uwielbiam pióro Kim Holden, jej powieści są bardzo lekkie, ale pełne emocji. "Promyczek" zdecydowanie rozbił mnie na kawałki, "Gus" pomógł mi się pozbierać. A "Franco"? To przyjemny powrót do naszych ulubionych bohaterów, z perspektywy, kolejnej, ciekawej osobowości. W porównaniu do poprzednich tomów, książka jest chudziutka, dlatego czyta się ją ekspresowo. Ja jednak czuje lekki niedosyt po tej lekturze.
Franco, najlepszy przyjaciel Gusa, zawsze go wspierał w trudnych chwilach, poznaliśmy go jako mężczyznę o wielkim sercu. Jako perkusista zespołu Rook, mógłby mieć każdą dziewczynę. Pewnego wieczoru poznaje Gemmę i nikt inny już go nie interesuje. Ma być to tylko krótka znajomość, ponieważ dziewczyna mieszka na innym kontynencie. Przez spędzone ze sobą chwilę bardzo się zbliżają, nie spodziewają się, że rozstanie będzie dla nich tak trudne. Postanawiają, że pomimo dzielącej ich odległości, będą dalej się przyjaźnić. A Franco stawia sobie za cel, spełnić najważniejsze marzenie Gemmy. Wbrew pozorom, nie jest to takie proste do wykonania, a niepowodzenie może zniszczyć ich przyjaźń.
Książka jest dosyć przewidywalna, jednak Kim Holden potrafi tak przedstawić, nawet najbardziej schematyczną powieść, że nie sposób się od niej oderwać. Bardzo podoba mi się przyjaźń między Franco i Gusem, ich dialogi są pełne humoru, widać jak blisko są ze sobą. Super posunięciem było wprowadzenie postaci z powieści Colleen Hoover, dla wszystkich czytelników, to na pewno miła niespodzianka. Gus i Franco często wspominają Kate, co też bardzo mi się podobało. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, jednak nie poruszyła mnie tak mocno, jak poprzednie tomy. Spodziewałam się czegoś bardziej poruszającego, ale i tak warto było przeczytać. Jest to miłe zakończenie całej serii, które koniecznie musisz poznać.


Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz"

Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz"


Krótki opis książki:
Maya Stern, była oficer sił specjalnych, niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pewnego dnia zamontowana w jej domu ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki dwuletniej Lily, ukochanej córeczki Mai, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej. Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Czy może uwierzyć w to, co widziała? Ale to przecież by oznaczało, że Joe żyje. Czy to w ogóle możliwe? Była przecież naocznym świadkiem jego zabójstwa, a po wszystkim zorganizowała mu pogrzeb. Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o swoim mężu… i o sobie.


Dawno nie czytałam nic Cobena, a był pewien okres, kiedy pochłaniałam każdą jego książkę jednym tchem. Dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po tę powieść bo wiedziałam, że się nie zawiodę. Autor potrafi wprowadzić czytelnika w świat pełen tajemnic. Jego książki są nieprzewidywalne, do głowy przychodzi wiele rozwiązań danej zagadki i do ostatniej chwili ciężko stwierdzić, co się wydarzy. 
Tak też jest z książką "Już mnie nie oszukasz", która od pierwszych stron jest bardzo interesująca. Maya widzi na nagraniu z ukrytej kamery swojego męża, który bawi się z ich córeczką. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pochowała go dwa tygodnie wcześniej. Maya nie wiem komu ufać i co o tym wszystkim myśleć. Jako była oficer sił specjalnych postanawia sama dowiedzieć się o co chodzi w tej sprawie i kto za tym wszystkim stoi. Okazuje się, że sprawa jest bardzo złożona, a Maya ma dużo tropów do sprawdzenia. Główna bohaterka po wielu trudnych przeżyciach podczas wojny, musi się zmierzyć również ze swoimi wspomnieniami. Poza tym kilka miesięcy wcześniej straciła siostrę. Czy ma to jakiś związek z zabójstwem jej męża? Śledztwo prowadzone na własną rękę, ukazuje wiele tajemnic, jakie mieli przed Mayą najbliżsi. Dziewczyna nie odpuści, dopóki nie odkryje prawdy.
Jak to zwykle z książkami Cobena bywa, czytelnik jest trzymany w napięciu do ostatnich kartek. Kiedy wszystko się wyjaśnia, możemy być trochę zdezorientowani, mi przynajmniej nie przeszło przez myśl to co się wydarzyło. A mimo to historia jest bardzo spójna i logiczna. Ciężko się od tej książki oderwać, emocje są dawkowane, tak więc co chwilę chcemy więcej. Serdecznie wam polecam, na pewno się nie zawiedziecie!



Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie"

Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie"


Krótki opis książki:
Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens.



"Czereśnie zawsze muszą być dwie" to kolejna cudowna powieść Magdaleny Witkiewicz. Odważę się nawet stwierdzić, że jest to najlepsza jej książka do tej pory. Jak zawsze jest to historia pełna emocji, ciepłych uczuć, od której nie sposób się oderwać. Za każdym razem, gdy czytałam już w łóżku i rozdział dobiegał końca, miałam gasić światło i iść spać. Przy tej książce na pewno prędko światła nie zgasicie. 
Główną bohaterką jest Zosia Krasnopolska, historia zaczyna się w momencie, kiedy dziewczyna decyduje się iść na wagary. Nigdy nie przypuszczała, że ta decyzja może zaważyć na całym jej życiu. Przez to opuszczenie zajęć, poznaje panią Stefanię, która odmienia jej życie. Zosia zaprzyjaźnia się ze starszą Panią, która zapisuje jej stary dom w Rudzie Pabianickiej. To miejsce skrywa wiele tajemnic swoich poprzednich mieszkańców. Wymaga również remontu, co okazuje się świetną terapią dla pogubionej Zosi. Dziewczyna próbuje pozbierać się po wielu przykrych przeżyciach. Z czasem zaczyna czuć, że to jest jej miejsce na ziemi. Staje się to również dzięki Szymonowi, z którym się zaprzyjaźnia. Zosia za wszelką cenę chce się dowiedzieć, co działo się w tym domu kiedyś. Zaprzyjaźnia się również z panem Andrzejem, który skrawek po skrawku, zdradza tajemnicę willi. Dlatego w książce przeplatają się dwie historie, ta o Zosi i o Annie, która kiedyś mieszkała w tym domu. Co jakiś czas przenosimy się w lata 30. XX wieku aby poznać historię tego miejsca. Symboliczne znaczenie tytułowych czereśni sprawi, że patrząc na to kwitnące drzewo będziecie myśleć, że czereśnie muszą być dwie :)
Na pewno nikt z nas, podejmując proste decyzje, nie myśli o tym, że może od tego zależeć nasze dalsze życie. A jednak jest tak w wielu sytuacjach i często zadajemy sobie pytanie "co by było gdyby?". Całe nasze życie to suma takich małych decyzji, które wpływają na jego przebieg. Ta książka to przepiękna historia, która skłoni nas na chwilę do refleksji. Jak wiele dobrych ale i tych złych decyzji musieliśmy podjąć aby dotrzeć do tego miejsca w którym jesteśmy. Uwielbiam książki Magdaleny Witkiewicz, która pisze proste książki o codziennym życiu. Robi to jednak w taki sposób, że nie można się oderwać od jej powieści. Dlatego serdecznie wam polecam tę książkę, jak i wszystkie inne tej autorki.

Drzewo czereśni potrzebuje

innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce.
Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita. 




Liz Flanagan "Lato Eden"

Liz Flanagan "Lato Eden"


Krótki opis książki:

Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało

Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę.

Czy zdąży na czas?

"Lato Eden" trafiło do mnie w związku z tym, że biorę udział z BookTour, organizowanym przez Anielkę (@zaczytana.anielka). Bardzo cieszę się, że mogłam wziąć w tym udział, ponieważ miło się czytało książkę z komentarzami moich poprzedniczek. Jest to super zabawa i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła wziąć udział w czymś takim.





Sama książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Historia zapowiadała się ciekawie, jednak czegoś mi tam brakowało. Chyba muszę przyznać to co moje poprzedniczki, nie jestem już nastolatką i to może być główna przyczyna :D
Jess i Eden to wieloletnie przyjaciółki, pomimo wielu różnić łączy je silna więź. Obydwie mają już na swoim koncie wiele, niemiłych wspomnień. Pewnego dnia Eden znika, nikt nie wie co się stało. Jess czuje, że musi ją odnaleźć, a pomóc jej mają wspomnienia wspólnie spędzonego lata. Są to dla Jess wskazówki, które pomogą w poszukiwaniach przyjaciółki. Mimo silnej więzi między nimi, okazuje się, że obydwie dziewczyny wiele przed sobą ukrywały. Wiele wskazuje na to, że Eden mogło stać się coś złego, poszukiwania nie przynoszą żadnego skutku. Wszystkie wspomnienia minionego lata, dają nam całokształt tego, co przeżyły te dziewczyny. Jess analizuje wszystko dokładnie aby jak najszybciej odnaleźć swoją przyjaciółkę. 
W wielu momentach zachowania głównych bohaterów bardzo mnie irytowały. Główny wątek poszukiwania Eden zakłóciły też miłosne wątki, były trochę naciągane i niepotrzebne. Samo zakończenie, również bez rewelacji. Mimo to uważam, że książka porusza kilka ważnych problemów, np. tłumienie uczuć, przeżywanie żałoby i przemoc rówieśniczą. Tak jak już pisałam wcześniej, książka jest przeznaczona dla młodzieży. I myślę, że dla tej grupy wiekowej jest odpowiednia i może przypaść do gustu. Ale jeśli jesteś 25+ to nie polecam.

Remigiusz Mróz "Czarna Madonna"

Remigiusz Mróz "Czarna Madonna"

Krótki opis książki:

Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego.

Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał z transpondera.
Co stało się z boeingiem? Jaki związek ma jego zniknięcie z podobnymi zdarzeniami?
I jakie znaczenie ma obraz Matki Bożej, nazywany Czarną Madonną?
Pierwsze odpowiedzi każą Filipowi sądzić, że niewiedza naprawdę jest błogosławieństwem.



Jako, że uwielbiam twórczość Mroza, kiedy dowiedziałam się o tej książce, od razu musiałam ją mieć. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać czytając tę powieść i czym tym razem autor mnie zaskoczy. A Mróz zaskakuje bardzo, tego typu książki jeszcze nie napisał. Ja nigdy takiej powieści jeszcze w rękach nie miałam, horror religijny to dla mnie nowość. Na początku czytania miałam bardzo dużo wątpliwości, czy ta książka na pewno będzie dla mnie odpowiednia. Jednak bardzo szybko ją przeczytałam i intrygowała mnie do samego końca.W książce są fragmenty, które czyta się jednym tchem, ale są też momenty, które mogą mocno zanudzić czytelnika. Czytałam też wiele opinii, że książka jest bardzo straszna. Moim zdaniem straszna nie jest, nie widzę przeszkód żeby czytać ją w nocy albo będąc samemu w domu. Są momenty, które są przerażające, ale jakoś nie obawiam się, że może mnie spotkać to samo, co głównych bohaterów. Co do fabuły, to głównym bohaterem książki, jest Filip, którego narzeczona ma lecieć do Tel Awiwu aby odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego. Podczas lotu samolot znika z radarów i nikt nie wie co się z nim dzieje. Filip postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę, krok po kroku odkrywa co mogło być związane z zaginięciem maszyny. Fakty są niepokojące, a z Filipem zaczynają się dziać dziwne rzeczy. W grę zaczynają wchodzić siły nadprzyrodzone. Filip zdaje sobie sprawę co się z nim dzieje, ale nie powstrzyma go to przed odkryciem tajemnic lotu AH 3836 i wszystkiego co z tym związane.
Oczywiście Mróz trzyma czytelnika w niewiedzy do samego końca, ale na ostatnich stronach znajdziemy wyjaśnienie wszystkiego co działo się w książce. Poruszanie tematyki wiary i religii w książce to stąpanie po kruchym lodzie. Wielu ludziom może się to nie spodobać i pewnie będzie wiele krytyki w stronę Mroza. Chociaż moim zdaniem autor zachowuje odpowiedni szacunek, poruszając różnego rodzaju wątki religijne. Myślę, że jeżeli lubicie mocne książki, które nie są pisane według znanych wszystkim schematów to będzie dobry wybór. I ogromny plus dla Mroza, który jak zawsze świetnie przygotował się do napisania tej książki, widać, że jego wiedza jest ogromna,a  to nadaje dużej autentyczności powieści. Jednak moje uczucia są bardzo mieszane po tej powieści. Myślę, że Mróz nie powinien iść w tym kierunku. A jakiekolwiek porównania go Dana Browna czy Kinga nie powinny mieć miejsca bo to nie jest książka na takim poziomie.


Samantha Young "To, co najważniejsze"

Samantha Young "To, co najważniejsze"


Krótki opis książki:
Witamy w Hartwell, spokojnym, nadmorskim miasteczku, gdzie dzięki tajemnicy sprzed wielu lat pewna kobieta zrozumie, co znaczy prawdziwa miłość.
Doktor Jessica Huntington całym sercem angażuje się w problemy swoich podopiecznych z więzienia dla kobiet, ale w życiu prywatnym starannie unika związków uczuciowych. Nauczyły ją tego bolesne doświadczenia. W więziennej bibliotece odkrywa plik starych listów miłosnych i jedzie do malowniczego Hartwell, żeby dostarczyć je adresatowi. Nadmorskie miasteczko rzuca na Jessicę swój czar, ale jeszcze większe wrażenie robi na niej przystojny właściciel miejscowego baru.
Od czasu rozwodu z niewierną żoną, Cooper Lawson skupia się na tym, co najważniejsze: na rodzinie i prowadzeniu baru przy nadbrzeżnej promenadzie, który od lat znajduje się w posiadaniu Lawsonów. Jednak kiedy Jessica przekracza progi jego knajpki, gotów jest znów otworzyć swoje serce. Chociaż wzajemne przyciąganie staje się coraz silniejsze, Jessica z uporem broni się przed bliskim związkiem. Aby przekonać ją, że jest w życiu coś, o co warto walczyć, Cooper będzie musiał ofiarować jej więcej niż tylko namiętność.






Ta książka to moje pierwsze spotkanie z Samanthą Young. Niestety jestem trochę rozczarowana. Wybierając się na wakacje zdecydowałam się wybrać coś lekkiego i przyjemnego do poczytania na plaży. I w tej roli książka się sprawdziła bo nie wymaga dużego skupienia. Jeżeli oczekujecie wielkiego WOW to na pewno nie przy tej pozycji. Jest to klasyczny romans, pisany według tradycyjnego schematu, czyli miłość, dramat i miłość.
Dwoje ludzi po przejściach, probuje ułożyć sobie życie na nowo. Jessica Huntington, młoda lekarka w zakładzie karnym, w kórym pracuje, odnajduje stare listy. Postanawia dostarczyć je do adresata, który powinien je dostać kilkanaście lat wcześniej. Dzięki tej podróży uświadamia sobie, jak wiele jej w życiu brakuje. Nie ma stałego partnera, rodziny, przyjaciół. W Hartwell, gdzie się zatrzymuje, po raz pierwszy od dłuższego czasu czuje się szczęśliwa. Tam poznaje Coopera, który również wiele już w życiu przeszedł. Mężczyzna zupełnie traci głowę dla młodej lekarki, z resztą z wzajemnością. Ale oczywiście na ich drodze staje wiele przeciwności i ich związek wisi na włosku. Jessica ma swoje tajemnice, które chce za wszelką cenę ochronić i nie ujawnić nawet Cooperowi. Tylko, że mężczyzna nie chce budować związku na kłamstwie. Muszą zmierzyć się z przykrą przeszłością i zacząć myśleć o tym co może ich spotkać w przyszłości. Poza tym głównym, miłosnym wątkiem, książka przedstawia nam losy mieszkańców Hartwell. To nawet chwilami jest o wiele ciekawsze niż losy Jessicy i Coopera. Całe miasteczko jest przedstawione w bardzo urokliwy sposób, aż chciałoby się tam pojechać. Historia przedstawiana jest raz z perspektywy Jessicy a raz z Coopera, bardzo lubię taki sposób narracji.
Książkę przeczytałam szybko, jednak nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. To powieść, którą bardzo szybko się zapomina. Idealna na plażę, nie wymaga od nas zbyt dużej uwagi, tak dla zabicia czasu. Obawiam się, że to moja pierwsza i ostatnia książka tej autorki.
Copyright © 2016 Czytula - I'm a book lover , Blogger